Staram się myśleć pozytywnie. Nie przejmowac się. Zająć sie
czymkolwiek. Byle tylko nie myśleć o piątkowej wizycie u gina i o
dziecku. I czy uda mi się, dzięki wzmmocnieniu farmakologicznemu, znieść
jajo? Bo do cholery, jak robić dziecko, jak nie ma z czego? I czy ja
znowu tak dużo żądam, prosząc o chociaż tę jedną normalną owulację od
niemal roku?
Czy to już jest obsesja na temat własnej nie-płodności?
Napisane przez smilo około 7 rok (lata) temu. Odpowiedz
OdpowiedzUsuńno ciężko o tym nie mysleć…
Ja się zamęczłam myślami (czy się uda)jeszcze zanim mogłam podjąć próby. Trwało to jakieś pół roku (laparoskopia i leczenie hormonalne). Na szczęście dwie kreski na teście pojawiły się juz po pierwszej próbie. Tobie też tego życze!