Cudowny, gorący, słoneczny dzień! Lato, choć na drzewach czerwieni
się jarzębina, którą w końcu z młoda musimy zerwac, bo w planach mamy
kompletna biżuterię dla chyba wszystkich płci żeńskiej, których Ela zna
:))) No przynajmniej takie plany ma Ela :)
Paweł za to zerka coraz
potrządliwszym okiem na Eli rowerek biegowy. Próbuje go prowadzić, jak
młoda jedzie to chociaż rękąza siodełko albo koło złapać :))) A Ela
nieustępliwie tłumaczy, że ten pomarańczowy jest JEJ, bo pomarańczowy to
kolor dla dziewcynek. Skąd ona taka teorię wytrzasnęła to nie mam
pojęcia :) Dzisiaj znowu Paweł podczas spaceru próbował choć za siodełko
złapać, Ela sie zatrzymała (a ja już juz widziałam niemal jak podnosi
rękę by go zdzielić po tej zachłannej małej łapce co to jej własności
tyka :D) wzięła Pawła rączkę i tylko cichutko mu wyłumaczyła, ze to jej
lowelek i żeby nie łapał za siodełko, bo się przewrócą. A potem, wciąz
go trzymając za rękę wolniutko jechała w tempie spaceru Pawła,
przytrzymując jego dłoń i od czasu do zasu pozwalając mu położyć ją na
manetce :))) Zaskoczyła mnie tym totalnie. I rozbroiła :)
No i
wyjdzie w końcu na to, że będziemy musieli w drugi rower zainwestować,
bo Ela zakllina się, ze "tym niebieskim lowelkiem to ja nie bende
jeździła nigdy. NIIIII-GDY" powtarza z naciskiem "bo na tamtym lowelku
to mama mówiła, żebym jechała szipciej a ja nie miałam siły, a na tym
lowelku to mama tylko woła wooolniej Elusia, wooolniej, bo ja na nim tak
szipko jeżdze... " No i fakt, zapierdziela na nim z szybkością
błyskawicy :)