poniedziałek, 22 sierpnia 2011

...

Cudowny, gorący, słoneczny dzień! Lato, choć na drzewach czerwieni się jarzębina, którą w końcu z młoda musimy zerwac, bo w planach mamy kompletna biżuterię dla chyba wszystkich płci żeńskiej, których Ela zna :))) No przynajmniej takie plany ma Ela :)
Paweł za to zerka coraz potrządliwszym okiem na Eli rowerek biegowy. Próbuje go prowadzić, jak młoda jedzie to chociaż rękąza siodełko albo koło złapać :))) A Ela nieustępliwie tłumaczy, że ten pomarańczowy jest JEJ, bo pomarańczowy to kolor dla dziewcynek. Skąd ona taka teorię wytrzasnęła to nie mam pojęcia :) Dzisiaj znowu Paweł podczas spaceru próbował choć za siodełko złapać, Ela sie zatrzymała (a ja już juz widziałam niemal jak podnosi rękę by go zdzielić po tej zachłannej małej łapce co to jej własności tyka :D) wzięła Pawła rączkę i tylko cichutko mu wyłumaczyła, ze to jej lowelek i żeby nie łapał za siodełko, bo się przewrócą. A potem, wciąz go trzymając za rękę wolniutko jechała w tempie spaceru Pawła, przytrzymując jego dłoń i od czasu do zasu pozwalając mu położyć ją na manetce :))) Zaskoczyła mnie tym totalnie. I rozbroiła :)
No i wyjdzie w końcu na to, że będziemy musieli w drugi rower zainwestować, bo Ela zakllina się, ze "tym niebieskim lowelkiem to ja nie bende jeździła nigdy. NIIIII-GDY" powtarza z naciskiem "bo na tamtym lowelku to mama mówiła, żebym jechała szipciej a ja nie miałam siły, a na tym lowelku to mama tylko woła wooolniej Elusia, wooolniej, bo ja na nim tak szipko jeżdze... " No i fakt, zapierdziela na nim z szybkością błyskawicy :)