piątek, 31 marca 2006

Meblowanie

Od 5 lat i 2 miesięcy jesteśmy właścicielami swojego mieszkanka. I choć od czasów, gdy mieszkaliśmy na betonie, śpiąc na materacu rozłożonym na podłodze, z kartonami zamiast szafek w kuchni trochę już upłynęło, to jakoś nie możemy się skończyć meblować. Może to moja ciągła potrzeba zmian? Nie wiem. Wiem jedno, że w dużym pokoju zmieniliśmy już dwukrotnie całe umeblowanie, raz wymieniliśmy żyrandol a przemalowywaliśmy ściany trzy razy. W sypialni tylko część mebli została wymieniona, ściany malowane również trzykrotne. Do wymiany glazury w kuchni jakoś nie mogę Kociaka przekonać. Choć z niejakimi oporami dał sie namówić na wymianę blatu kuchennego i zlewu :)
Wczoraj pojechaliśmy do Ikei na obiad. Wróciliśmy z nowym dywanem do dużego pokoju i lampką nocną do sypialni :D DD
I pilnie potrzebuję jeszcze jednego pokoju i chociaż 5m2 kuchni. Może ktoś ma na zbyciu?
Ps.
Mam nową płytę Renaty Przemyk. Nie skomentuję w tym miejscu cen w Empiku. Powiem tylko, że 20m dalej, w Geancie, zapłaciłam za nią 10 zł mniej.
Ps.2
Wrrrrr, czy ja się kiedykolwiek dogadam z tym cholernym PKO??? Jak nie wprowadzą w system niepoprawnej daty spłat kredytu, to czterokrotnie go zawyżą (bez odsetek, oczywiście), albo zlikwidują nr konta do wpłat, żebym mogła co miesiąc ich odwiedzic i odstać co najmniej 40 minut (oczywiście jak zdążę przed 17 do swojego oddziału, bo w innych nie można spłacać); sobota jako termin spłaty raty odpada, bo mimo, że nie jest zastrzeżona w umowie, a bank pracuje, to nie ma pani X czy Y, która może zatwierdzić wpłatę. A – gdy wreszcie udalo mi się uzyskać po kilkumiesięcznej walce nr konta do spłaty – to próbują mnie naciągnąć na odsetki bezczelnie chcąc przetrzymywać kasę na nieoprocentowanym rachunku, a rozliczając wpłaty z niego dopiero na 1-go. Oczywiście zupełnie niezgodnie z umową.
Wrrrr, czy tylko ja mam takie problemy z PKO BP, czy to u nich taki standard?

czwartek, 30 marca 2006

czwartek

Wiosna za oknem. Na polach w drodze do pracy zielenią się pierwsze zboża. Decyzja o iui podjęta. I jeśli tylko okres mi sie nie spóźni (nawet o jeden dzień) to w Wielki Piątek powinniśmy mieć inseminację! Już się nie mogę doczekać. I chociaż głupio byłoby myśleć, że uda się za pierwszym razem, to mam świadomość, że ten sposób zwiększa o kilka procent nasze szanse. I daje poczucie, że walczymy, że się nie poddajemy i że w końcu nam się MUSI udać! I się uda.
A do nieszczęsnej draceny – ofiary kocich igraszek, wczoraj udało nam się dokupić doniczkę. I stoi z powrotem na swoim miejscu, tylko jakoś tak mizernie wyglada z tymi połamanymi listeczkami. Chyba jakąś kurację odżywkową trzeba by zastosować :)

środa, 29 marca 2006

12dpo

Coby nie trzymac nikogo w niepewności, uprzejmie donoszę, że moje cholerne ciało znowu zrobilo sobie ze mnie żarty. Zresztą bardzo brzydkie żarty. Test zrobiony. Jedna kreska. Na wtorek umówiliśmy się do lekarza, a teraz rozważamy, czy by nie zrobic inseminacji już w tym cyklu. Po roku starania, zaczyna mi siadac psychika, a baaardzo nie chciałabym żeby odbiło się to na naszym małżeństwie.
A z wiosennych wieści, kwiatki na tegoroczny balkon już posiane, werbena zaczyna już nawet kiełkować. Pomidorki ozdobne mają ponad 1cm. A w powietrzu czuć wiosnę. A we mnie cicho i spokojnie, bez smutku, bez żalu. Po prostu.
A o 12.57 miałam oglądać zaćmienie słońca, a tu chmury i nic nie zapowiada, że sobie pójdą gdzieś indziej.

wtorek, 28 marca 2006

Próba zdjęć

ekhmm, nie mam pojęcia czy coś z tego wyjdzie, ale spróbuję.
Poniżej śpiąca Bidaznędzą, znaczy się Ptyśka
i39777.jpg
oraz nasz stary domownik:
i39778.jpg
A to zniszczenia dokonane, w czasie gdy nie śpią:
i39779.jpg

poniedziałek, 27 marca 2006

:)

Aga z angielskiego jest w ciąży!!!! Po dwóch latach starań się udało!!!! Strasznie sie cieszę. To już 6 tydzień i nawet widziała swoją fasolkę! Oczywiście nie zapomniałam jej zapytać o progesteron – w ubiegłym tygodniu miała 80ng/ml.
A od soboty nie mogę dotknąć własnych piersi, każdy ucisk boli. Spanie w mojej ulubionej pozycji na boku, z przyczyn technicznych zakazane do odwołania. W tym miejscu nie wspomnę, że nigdy w życiu nie miałam PMSa, ani żadnych związanych z nim atrakcji. I wcale się nie nakręcam ;)

sobota, 25 marca 2006

8dpo

Dzisiaj rano powtórzyłam progesteron. Pani w laboratorium już nie muszę podawać swoich danych, chyba w najbliższym czasie poproszę o jakiś rabat dla stałego klienta :)
Dostałam wyniki po obiecanych 4 godzinach. I co? Wynik 49,07ng/ml. Oddając mi wyniki laboratka zapytała, czy może przypadkiem nie jestem w ciąży, bo rzadko widuje takie wyniki.
Aaaaaaaaaaaaaaaaa, chyba zwariuję do przyszłego piątku. Niech mi ktoś zainstaluje włącznik niemyślenia, plizzzzzzzzzzzz

piątek, 24 marca 2006

Progesteron

Miałam dzisiaj tyle napisać, ale nie napiszę. I nie napiszę o środowej wizycie naszych ulubionych znajomych z córcią, ani o upieczonym wczoraj wg przepisu Balderdash chlebie, ani o tym, że było to pierwsze w moim życiu ciasto drożdżowe, którego nie musiałam wyrzucać do śmieci razem ze ścierką pod którą rosło, ani o tym, że dzisiaj tak pięknie świeci słońce i zrobiło się tak przyjemnie wiosenno. Powiem tylko, że wczoraj (6dpo) poszłam zrobić sobie progesteron i toxo.
Tak jak się spodziewałam, wynik toxo pozytywny w klasie IgG (dalekie echo przynoszenia do domu każdego śmietnikowca, zwłaszcza tego wyglądającego na chorego, bo taaaki biedny…), więc za trzy tygodnie powtarzam badanie.
Zamiast progesteronu pani oznaczyła mi prolaktynę. Tutaj wynik jest chyba niezły, bo 15,87, przy normie do 24,1. No i w ramach przeprosin zrobiła mi jeszcze dzisiaj progesteron za friko. I ten wynik mnie zaszokował: 52,90 ng/ml przy normie dla tej części cyklu 1,7-27!!! Poszukałam i znalazłam:
Progesteron wzrasta stopniowo w ciąży. Średnio w terminie miesiączki osiąga stężenie 20 ng/ml wzrastając do 40 ng/ml w końcu pierwszego trymestru. Wyższy progesteron zazwyczaj wiąże się z większym bezpieczeństwem ciąży, ale nie ma takich stężeń na podstawie których można by wyrokować co do jej dalszego przebiegu. Zdarza się, że nawet przy bardzo niskich stężeniach progesteronu ciąża rozwija się zupełnie prawidłowo.
Stężenia progesteronu w ciąży mnogiej są wyższe niż w pojedynczej.”

ale też:
„Nie ma takiego stężenia progesteronu, które wskazywałoby na ciążę przed terminem miesiączki.”
No i znowu mam zagadkę.

środa, 22 marca 2006

Zdecydowałam się

porozmawiac z mężem. Zresztą, i tak zauważył, że coś jest nie tak, choć za wszelką cenę starałam się to przed nim ukryć. I znowu okazało się, że przez ostatnie 10 lat zdążył mnie poznać na wylot :) I zawsze wie, kiedy się odezwać, co powiedzieć i czy w ogóle trzeba cokolwiek mówić, czy wystarczy mnie tylko przytulić, żeby cały świat się rozpromienił. Zupełnie nie wiem, jak to się stało, że to właśnie ja trafiłam na takiego mężczyznę. A jeszcze bardziej się dziwię, że przez tyle lat widziałam w nim tylko dobrego przyjaciela.
Wszystkim, którzy tu zaglądają dziękuję za słowa wsparcia. Czasami potrzebuję, żeby mi ktoś przypomniał, że pco to nie koniec świata i że ludzie mają znacznie większe problemy i się nie zadręczają.
Pozdrawiam wszystkich wiosennie :)
Ps. Aparacik sprawuje się świetnie. Koty nie chcą współpracować przy tworzeniu ich portfolio ;)

poniedziałek, 20 marca 2006

Jest mi źle

Cały weekend mam przeczucie, że się nie udało. Że znowu spartoliłam sprawę. Tak, ja spartoliłam. Bo w końcu to ja mam głupie pco. W piątek androlog stwierdził, że wyniki Kociaka – choć może odbiegają od norm – to jednak są rewelacyjne. Bo badanie nasienia ma bardzo duży błąd statystyczny. I cbyba jeden kamień z serca. Ale w zamian, na to miejsce, kolejny, znacznie większy. Że to wszystko moja wina.
Tylko cholera, co ja zrobiłam, że tak jest? Odkąd skończyłam 10 lat marzyłam o dwójce dzieci, w tym jednym adoptowanym. Odkąd zaczęłam miesiączkować i nie wszystko było zgodnie z lekturą fachową, zaczęłam się leczyć. Odkąd skończyłam 15 lat, jadę na hormonach. Najróżniejszego typu i w najróżniejszych dawkach, z czego część w maksymalnych. Wybierając kolejnych ginekologów, nigdy nie kierowałam się ceną wizyty, czy odległością, a zawsze opiniami o nich.
A teraz dół gigant. I jeszcze nie potrafię o tym spokojnie porozmawiać. Nawet z własnym mężem, choć jest moim największym przyjacielem. I choć dzisiaj jest 3 dpo, już czekam na miesiączkę.

czwartek, 16 marca 2006

Po wizycie

Są trzy piękne pęcherzyki i – dzięki nim – potrójna szansa na bobaska :D Na dodatek Pregnyl jest ponad 5 razy tańszy niż Ovitrelle (zastrzyki na pęknięcie pęcherzyków). Zalecenie lekarskie:
- na kolejnym USG pan doktor chce zobaczyć śliczny pęcherzyk ciążowy (albo i kilka).
No, jak to zalecenie lekarskie, to ja grzeczną dziewczynką być muszę i słuchać pana doktora.
A właśnie przed chwilą dotarł do mnie nasz nowy aparat fotograficzny. A co! Jak już są jajka, to może inseminacja nie będzie potrzebna…? ;)

środa, 15 marca 2006

11 miesięcy

starań już prawie za nami. Cykl ósmy w trakcie. Rano w drodze do pracy:
- Kitku, może byśmy sobie kupili nowy aparat (fotograficzny)?
- No nie wiem, fajnie by było, ale… za te pieniądze można by zrobić jedną inseminację… Aparat to tylko pierdółka, a z inseminacji może być to co najważniejsze, całe życie… :)

wtorek, 14 marca 2006

12 dc

W sobotę zostały zakupione ogrodniczki w rozmiarze 98, sztruksowe, różowiutkie, z kwiatuszkami i motylkami, z kieszonkami na pupie. Oczywiście, dla ulubienicy mojego męża, znaczy się córci znajomych, która właśnie kończy dwa latka. I tak je sobie codziennie wyjmuję z torebki i głaszczę i czekam, kiedy taki zakup będzie dla naszej córci :)
Wyniki nasionek Kociaka znacznie poprawione, wieksza ruchliwość, większa ilość i lepsza morfologia. A jutro wizyta u lekarza na podglądanie ewentualnych jajek.
Poza tym już wiem, dlaczego mierzenie temperatury nie jest w moim przpadku żadnym wskaźnikiem. No bo oczywiście po dwóch tygodniach przerwy w lutym, znowu ją zaczęłam mierzyć. I od owulacji w poprzednim cyklu do dnia dzisiejszego temperatura wciąż oscyluje wokół 37°. I nie oznacza to ani ciąży, ani przeziębienia. Taka inna po prostu jestem :(

czwartek, 9 marca 2006

Dzień Kobiet

Bukiet róż o 6.20 rano, wieczorkiem kolacja w ulubionej knajpce, dobre winko…hmmm… czy można chcieć czegoś więcej? I wcale mi nie przeszkadza fakt, że to święto komunistyczne :)
A glut z mlekiem i miodzikiem, jest całkiem, całkiem :)
I do kompletu dobrych wiadomości: wreszcie nasze konto wygląda przyzwoicie. A to dzięki urzędowi skarbowemu, który postanowił wspaniałomyślnie przelać kasę z rozliczenia podatkowego w niecały miesiąc od złożenia zeznania. Jestem pod wrażeniem, w poprzednich latach się to nie zdarzało.

wtorek, 7 marca 2006

Radio

mi dzisiaj w pracy padło, a to internetowe też coś nie chce zadziałać. Wrrrr, normalnie się wścieknę. No po prostu nie potrafię pracować w takiej ciszy. Zwłaszcza, że znowu siedzę sama i nie ma do kogo buzi otworzyć. I tak do końca tygodnia.
Dobrze, że chociaż na stronie Renaty Przemyk można posłuchać kilku kawałków. :)
więc:
„Jeśli kochasz mnie, jesteś jak aksamit,
tulisz się przez sen, myślisz pożądaniem,
wiesz, czego chcę, nim sama o tym wiem
nie okłamiesz mnie
na nic nie żal ci, aż uwierzę,
że juz po sam grób tak będziemy leżeć,
kwiaty znosisz mi
znosisz moje łzy,
zawsze my, wciąż ja i ty (…)”

poniedziałek, 6 marca 2006

Nowy cykl

z clo uważam oficjalnie za otwarty. Kolejne opakowanie rozpoczęte. Dzisiaj odebraliśmy wyniki nasionek Kociaka, może nie są rewelacyjne, ale od poprzedniego badania i tak się znacznie poprawiły :) Na przyszłą środę jesteśmy umówieni na podglądanie moich jajek i kolejny zastrzyk (tfu, tfu, tfu przez lewe ramię, żeby nie zapeszyć).
A od piątku mamy nowego członka rodziny. Zwie się Ptysia i jest uroczą koteczką koloru cappucino z pianką. Co prawda wygląda póki co jak bida z nędzą (zwłaszcza, że musiałam jej trochę siersi podgolić, bo biedactwo miało ją tak skołtunioną, że rozczesać się nie dało) i musimy się udać jutro do weterynarza, bo jakaś chora chyba jest, ale najważniejsze że została przyjęta przez naszego już od 2 lat kocurka. Dzisiaj w nocy nawet razem spały :) . Papugi, póki co, nie skomentowały nowego lokatora.

czwartek, 2 marca 2006

:(

Wkurza mnie to wszystko. Ja sama mnie wkurzam. A już najbardziej mnie wkurzam, jak nie działam (czy też raczej mój cholerny organizm nie działa) tak jak powinnam. Niby połykam grzecznie leki, terminowo zgłaszam się na wizyty u doktorka, prowadzę zdrowy tryb życia, a jednak… Teraz np. nie wiem, czy mam @, czy też nie. I mimo, że skończyłam już 26 lat – po prostu nie wiem. Bo to co leci, do normalnych rzeczy nie należy, zarówno ilościowo, jak i jakościowo… ehhh, głupia jestem

środa, 1 marca 2006

I jak go nie kochać?

Gdy rano się budzę i widzę tuż przed oczami „Kocham Cię Perełeczko moja najśliczniejsza”. A zaraz potem w łazience na półce „Kocham Cię Lelusia, za to, że zawsze jesteś mym Słoneczkiem!” A potem jeszcze kilka takich liścików w kuchni, przy gorącej herbacie, czy na torebce od drugiego sniadania przez niego zrobionego – wtedy myślę, że znowu kocham go jeszcze mocniej (choć dzień wcześniej, myślałam, że nie jest to możliwe)
:D
Ps. A na @ wciąż czekam, w związku z czym wizyta u doktorka przełożona na poniedziałek.