środa, 30 listopada 2005

Wrrr

taki sobie śliczny licznik znalazłam, ile to ja się męczę z tym moim szczęściem, a tu d..a. No po prostu wychodzi na to, że nie potrafię porządnie skopiować kodu. No nic pomęczę sie nad tym jutro, może mi się uda. A jak nie, to będzie, jak jest!

Dzień dobry kocham cię

Siedzę sobie jak zwykle sama w pracy i nuuudzę się nieprzeciętnie. Jeszcze do końca tygodnia nie będzie nawet do kogo gęby otworzyć, więc tak sobie siedzę i nucę:
„Bo chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Jak te dwa łyse kamienie nad rzeką
Chodzi o to
By pierwsze chciało słuchać
Co mu to drugie
powiedzieć chce do ucha:
Że po mej głowie
czasem się ich boje -
Chodzą słowa nie do powiedzenia…
Nie-do-powiedzenia

Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb
Dzień dobry
Kocham cię
Nie chce cię z oczu stracić więc
Jeszcze więcej dzień dobry
Kocham cię
Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Dzień dobry
Kocham cię
To zapyziałe miasto niech o tym wie
(…)
Bo chodzi o to by od siebie
nie upaść za daleko
Nawet jeśli czasem między nami wykipi mleko
Choćbyś nawet i wieczorem zasypiała zdołowana
Chciałbym ci zaśpiewać z rana
Móc ci zaśpiewać z rana
Kochana…
Dzień dobry
Kocham cię
Już posmarowałem tobą chleb
Dzień dobry
Kocham cię
Nie chce cię z oczu stracić więc
Jeszcze więcej dzień dobry
Kocham cię
Podzielimy dziś ten ogień na dwoje
Dzień dobry
Kocham cię
To zapyziałe miasto niech o tym wie”
;-)

poniedziałek, 28 listopada 2005

PCOS

„Zespół policystycznych jajników (PCOS) jest powszechnie rozpoznawaną nieprawidłowością endokrynologiczną występującą u kobiet, oraz najpowszechniejszą przyczyną niepłodności spowodowanej brakiem owulacji. Dotyczy od 3 do 6% populacji kobiet będących w wieku rozrodczym. Najistotniejszymi kryteriami rozpoznania PCOS są: hiperandrogenizm, chroniczny brak owulacji, obecność jajników policystycznych w obrazie USG przy braku innych, wtórnych przyczyn hiperandrogenizmu. (…) Najczęściej występującymi objawami klinicznymi są: nieprawidłowości miesiączkowania, hirsutyzm, trądzik, łysienie.
Otyłość pojawia się u 35 do 60% kobiet, u których występuje zespół policystycznych jajników. Jest ona związana z większym nasileniem objawów klinicznych, niż u kobiet nieotyłych dotkniętych tą chorobą, przy występujących jednocześnie podobnych nieprawidłowościach ujawnianych w badaniach biochemicznych. Redukcja wagi ma największe znaczenie przed rozpoczęciem leczenia, jednak jest ona często bardzo trudna do przeprowadzenia. Leczenie jest z reguły objawowe, a jego celem jest przede wszystkim osiągnięcie płodności. (…)
PCOS jest najczęstszą (73%) przyczyną niepłodności anowulacyjnej. Przed rozpoczęciem indukowania owulacji powinno się stwierdzić, że stan nasienia jest zadowalający. Badanie stanu jajowodów można odroczyć o 3-6 cykli, jeżeli nie ma wskazań klinicznych. Pierwszą linią w indukcji owulacji są antyestrogeny. W celu chemicznego inicjowania owulacji stosuje się cytrynian klomifenu, będący w użyciu już ponad 25 lat. Głównym punktem uchwytu jest podwzgórze. Lek ten uwalnia podwzgórze z ujemnego sprzężenia zwrotnego endogennego estrogenu, zwiększając aktywność pulsacyjnego wydzielania LH-RH, nasila uwalnianie FSH i stymuluje folikulogenezę. Inne punkty uchwytu to przysadka, jajnik i śluz szyjkowy, na które lek ten wywiera działanie szkodliwe. Powinno się stosować najmniejszą skuteczną dawkę.(…) Można stwierdzić, że pacjentka jest oporna na klomifen, jeżeli nie reaguje na dawkę owulacyjną przez ponad 6 miesięcy.”

Libramed

Weekend

Pół niedzieli spędziłam wczoraj na poszukiwaniu wymarzonego płaszczyka, niestety bez szczególnego powodzenia. Mimo przemierzenia kilometrów przez dwa wielkie centra handlowe oraz trzecie, typu 700 producentów i importerów w jednym – takiego jaki chciałam nie znalazłam. Fakt nie dla mnie. To raczej spóźniono – przedwczesny prezent urodzinowo, mikołajkowo, gwiazdkowo, imieninowy dla mojej mamy. Jednak fakt jest faktem. Takiego płaszcza, jaki sobie wymyśliłam, w takim kolorze, fasonie, długości itd. nie znalazłam. Za to mąż krążący wokół mnie ze znudzoną i lekko już zirytowaną miną, w pewnym momencie gwałtownie wpadł do butiku i ponaglając mnie, wyciągnął z niego w celu okazania czegoś, wielkości moich złożonych dłoni. I z tryumfem oświadczył:
- Nasz potomek też będzie taki nosił!
Tak, mężu, nasz potomek też będzie taki nosił. Tylko niech się już pojawi na tym świecie….
A potem już, uśmiechając się całą sobą wróciłam do domu pachnącego z rana upieczonym domowym piernikiem. Ehhh….

piątek, 25 listopada 2005

Mam wspaniałego męża!

Choć nie zawsze o tym pamiętam. Chociaż zdarza mi się myśleć o nim różnie. Chociaż czasami wątpię w jego miłość. Choć zdarza nam się kłócić w sposób odbiegający od podręcznikowej kótni oczyszczającej powietrze. To jednak jest wspaniały. Rzadko zdarza mi się mówić na głos, co mi leży na sercu, a jeszcze rzadziej wypowiadać swoje obawy, co do posiadania dziecka. Chyba w myśl zasady, jak czegoś głośno nie powiem, to się tak nie stanie. A on wyczuwa moje nastroje jak barometr. Zawsze wie, gdy się dzieje ze mną coś nie dobrego. A nie jest to łatwe, bo – gdy jest potrzeba – aktorką jestem niezłą. Żartami, pogodnym uśmiechem i swobodą bycia potrafię w doskonały wręcz sposób zmylić przeciwnika. Kimkolwiek by on był. A Kotka nie zmylę. Nie potrafię po prostu.
I gdy w końcu udało mu się wyciągnąć ze mnie moje obawy, potrafił powiedzieć, że nawet gdyby o naszych teraźniejszych problemach wiedział przed ślubem i tak by się ze mną ożenił. I, że kocha mnie niezależnie od tego co się dzieje i co będzie w przyszłości. I, że nawet jeśli nie uda nam się spełnić marzenia o własnym dziecku, to na pewno spełnimy nasze Drugie Wielkie Marzenie. Takie przez duże M. Marzenie o adopcji dziecka. Niezależnie od jego płci i wieku.
Po prostu mam wspaniałego męża! I nie mogę o tym zapominać!

czwartek, 24 listopada 2005

Nic mi nie urosło

więc i pęknąć nie miało co. No może trochę uroslo, ale za mało, żeby potomek z tego mógł być. Od kolejnego cyklu zwiększamy stymulację clo. Na razie do 2 tabletek. I mamy czekać. I nie przejmować się. I nie denerwować. I nie myśleć, że dziecko ma być teraz i natychmiast z nami.
Tylko jak to zrobić???????

środa, 23 listopada 2005

Już tylko 2 godziny

do kolejnej wizyty, a ja czuje ten nieznośny uścisk w dołku. jest tyle pytań, czy pęcherzyk wyrósł, jeśli tak to czy dość duzy, czy pękł, czy też nie i co w związku z tym dalej? Prawdopodobnie póki co martwię się na wyrost. Ale trudno się nie martwić, skoro tylko w ciągu ostatnich dwóch miesięcy wydałam na lekarzy i lekarstwa niemal równowartość moich dochodów. A to dopiero początek.
Wiem, dziecko jest najcenniejszym prezentem jaki może dać nam los i na pewno nie powinno sie go przeliczać na pieniądze. Ale się tak nie da. W każdym bądź razie, nie da się, gdy są problemy z jego poczęciem, a dysponuje się mniej niż przeciętnymi dochodami, z których na dodatek spłaca się dwa potężne kredyty. Przynajmniej ja nie potrafię myśląc o dziecku, nie myśleć o pieniądzach.
Okrutne, ale prawdziwe.

wtorek, 22 listopada 2005

No żesz k…

spadło dzisiaj w nocy odrobinę śniegu, W każdym bądź razie nie jest to jakaś śnieżyca, a dojazd do pracy zamiast standardowych 40 minut zajął nam ponad półtorej godziny. I to w dodatku w większości drogami krajowymi. Ja potrafię wszystko zrozumieć, również to, że przy opadach należy zachować większą ostrożność, ale jazda 30 km / godz nie jest chyba niezbędna?!
Zresztą wczoraj jeszcze namówiłam Kotka na mały wyjazd do Ikei celem poprawy humoru i powiększenia głębokości debetu z rozmiarów dużych do ogromnych, no i niestety, humoru sobie nie poprawiłam. Przede wszystkim dlatego, że dosłownie kilka minut przed naszym przyjazdem był wypadek. Tragiczny w skutkach. I zwłoki nadal leżały jesszcze na trasie. :-( (((

poniedziałek, 21 listopada 2005

Z robienia potomka

w tym miesiącu nici. Wczoraj przeszła burza. Taka z piorunami. Dzisiaj cisza po burzy. Pewnie nie na długo, jak u nas zwykle bywa, ale trafiła chyba na najmniej właściwy moment. Tak mi sie przynajmniej wydaje. We środę u lekarza dowiem się, czy mam rację. Choć nie spodziewam się, żeby jeszcze była szansa. Chyba, że mój organizm sprawi nam niespodziankę. No cóż, zobaczymy.
A w sobotę zaczęłam kontrolę temperaturki. Co prawda nie jestem zbytnio przekonana do tej metody, ale może w czymś pomoże. Zwłaszcza jak już się nauczę jak ją odnieść do siebie. Zwłaszcza, po uwzględnieniu, że moja standardowa temperaturka rzadko przekracza 36 kresek.

piątek, 18 listopada 2005

Przeczytałam właśnie

Odcienie-szarości i naprawde nie wiem co napisać :-( Chyba tyle, że bardzo, bardzo podziwiam tę kobietkę. Jej upór w dążeniu do celu, mimo niepowodzeń. I, że – jestem przekonana- za jakiś czas, na ścienie gabinetu ginekologicznego, wśród dziesiątek innych, znajdą się również zdjęcia naszych maleństw. Gorąco trzymam za to kciuki :-) ))

czwartek, 17 listopada 2005

środa, 16 listopada 2005

Walczymy i damy radę!

Dzisiaj mama po równych dwóch tygodniach wychodzi wreszcie ze szpitala. Co prawda nie ma jeszcze ostatecznych wyników badać, ale wstępna ocena lekarzy jest taka, że nie ma zmian nowotworowych. I dzięki Bogu! Chociaż ja nadal nie zamierzam puszczać kciuków, dopóki nie będzie pewności, że wszystko jest ok!
A wczoraj zakupiłam fachową literaturę w temacie niepłodności i się dokształcam. Tak, wiem, że o niepłodności mówi się dopiero po roku bezowocnych starań, a w naszym przypadku nie minęło jeszcze nawet pół roku, ale. W końcu wyniki badań zarówno Kociaka jak i moje nie należą do wzorcowych. A ja nie mam zamiaru tracić czasu na czekanie z leczeniem. To jest tak, że na ciążę chyba nigdy nie ma odpowiedniego czasu, najpierw studia, później praca, kolejne zmiany pracy, studia Kotka, ciągły debet na koncie, dwa kredyty do spłacenia i tak można by mnożyć. Teraz też nie jest najlepszy moment, bo Mąż wciąż studiuje, a ja dopiero co zmieniłam pracę i trochę tak nie bardzo wypada działać. Przynajmniej tak do niedawna myślałam. Ale mi się zmieniło. Teraz wiem, że każdy miesiąc jest bezcenny. Zresztą, to wie chyba każda para, która podjęła decyzję stworzenia potomka i jej próby spełzają na niczym. Ale co tam! Przeprowadzimy małą rewolucję w odżywianiu, będziemy nadal pić ochydne ziółka, prawdopodobnie zwiększymy trzykrotnie dawkę clostilbegytu, ale się nie poddamy!!!

wtorek, 15 listopada 2005

I już po

wizycie. Fajny ten nowy doktorek, strasznie mi się podoba. Nie, żeby taki przystojny, tylko jego podejście do sprawy. I budzi zaufanie. Kotka również. Niestety nie miał dla nas najlepszych wiadomości. Pęcherzyki są, ale za dużo i wszystkie małe. Więc dawka clostilbegytu okazuje się duzo za mała. Póki co mam czekać półtora tygodnia, czy jeszcze coś z tego urośnie, i po kolejnej wizycie będziemy się zastanawiać co dalej. Nie wiem dlaczego, ale wierzę mu, że sobie poradzi z mymi opornymi wnętrznościami :-)

poniedziałek, 14 listopada 2005

Nowy lekarz

Ide dzisiaj do nowego gina. Tak postanowiłam, choć wcale nie wiem, czy dobrze. Ale skoro poprzednia stwierdziła, że może byc konieczna inseminacja, to sobie pomyślałam, że przeciez nie pójdę tak z ulicy i nie powiem, żeby mi chłopaków męża wstrzyknięto. Więc zadzwoniłam do Invi-medu i sie zapisałam. Tylko jeszcze nie wiem, jak mam w pracy powiedzieć, że muszę wyjść dwie godziny wcześniej (zresztą drugi raz w tym miesiącu, a jeszcze tu nawet dwóch miesięcy nie pracuję). No i jak mam powiedzieć panu doktorowi, że przyszłam się do niego leczyć, ale właśnie zaczęłam leczenie u jego koleżanki z konkurecyjnej kliniki i żeby on je kontynuował lub zmienił. Ale co tam, zaopatrzyłam się w zestaw badań z ostatnich 5 lat i idę. Ciekawa jestem jaki on jest, bo słyszałam o nim mieszane opinie.

czwartek, 10 listopada 2005

Smutno mi

chociaż nic się nie stało. Ot dzień jak co dzień, praca jak zwykle. Mama powoli dochodzi do zdrowia – i nie powiem – bardzo jest dzielna, nawet przez chwilę nie daje odczuć jak boi się wyników badań, na które trzeba czekać jeszcze dwa tygodnie. A mi jest smutno. Nawet perspektywa długiego weekendu jakoś nieszczególnie na mnie działa. Może dlatego, że taka szarówka za oknem. Ehhh, jesień po prostu….

środa, 9 listopada 2005

Mantra

Na poniedziałek jestem umówiona do nowego gina. Słyszałam o nim sprzeczne opinie, a jak będzie przekonam się sama. Póki co, powtarzam wciąż mantrę swoja codzienną „Rośnij jajeczko, rośnij jajeczko, rosnij jajeczko….”

poniedziałek, 7 listopada 2005

...

Mama ma miec dzisiaj operację. Nie powiem, świetnie sie trzyma, żartuje z lekarzy i do lekarzy, a ja truchleję. Wiem, że nie chce denerwować ani mnie ani taty, ale sie boi. W końcu to nie pierwsza jej operacja i nie druga. Tylko przy poprzednich miała poniżej 40ski, a teraz juz za kilka dni bedzie miała 50 lat. Boije się, choc wiem, ze jest w dobrych rękach, najlepszych specjalistów w swojej dziedzinie. Ale jednak…
A Kociak równie ochoczo jak kiedyś pigułki przeciw, teraz przynosi pigułki na dziecko, starannie pilnując moich dni cyklu i godzin przyjmowania. I z zapałem dokłada wszelkich starań, żeby spłodzic potomka. Ja również ;-) ))

czwartek, 3 listopada 2005

Clostilbegyt

przyjmuję od wczoraj, przez 5 dni białe, proszkowate w smaku ochydztwo – na dziecko. I pomyśleć, że przez ostatnie 6 lat brałam Mercilon – żeby nie mieć dziecka. Świat wydaje się prosty: jedna pigułka jest na dziecko, inna, żeby go nie mieć.
Kotek wszędzie widzi dzieci, uśmiecha sie do nich w kolejce do kasy w supermarkecie, puszcza oczka do tych spotkanych na ulicy… Czy to obudzony instynt ojcowski daje znaki?