Przyjęłam do wiadomości, że mamy nowy cykl. Przyjęłam do wiadomości,
że tym razem się nie udało. Przyjęłam do wiadomości, że na urodziny
prezentu nie będzie. Że może będzie na imieniny. Nawet Kociak, co prawda
ze smutkiem, ale przyjął do wiadomości, że musi jeszcze trochę
popracować w wiadomym zakresie.
Tylko do cholery czemu ta temperatura nie spada? Czemu wciąż
utrzymuje się powyżej 37°? Czy nie powinna już spaść do poziomu średnich
temperatur z pierwszej połowy poprzedniego cyklu, czyli na grzeczny
poziom 36,1 – 36,4°???
Czy ktoś zna odpowiedź na to pytanie?
Nie twierdzę, ze jestem w ciąży, trzeci z kolei test rozwiał
wczesniejsze nadzieje, ale co do cholery jest jeszcze nie tak, że ta
temperatura nie spada?
wtorek, 31 stycznia 2006
poniedziałek, 30 stycznia 2006
Nowy cykl
chyba się właśnie zaczyna. I w sumie to nawet się cieszę, bo to
przecież kolejna szansa. I tym razem o tyle większa od poprzednich
miesięcy, że nie brniemy już po omacku, tylko wiemy, co zrobić, żeby
chociaż mój organizm zadziałał. A to już jest COŚ. Bo oznacza, że jak
dobrze pójdzie to w najbliższych jedenastu (z dwunastu statystycznych)
cykli jeden będzie właśnie TYM cyklem i że zostaniemy rodzicami.
A po sobocie już wiem, że skład chemiczny mojej krwi w wyniku zażywania połowy apteki zmienił sie na tyle, że nawet dwa niewinne drinki pite przez prawie całą noc powodują sensacje nie do pozazdroszczenia. W związku z tym wieczorno – niedzielny wypad do teatru został zastąpiony ciastem upieczonym przez Kociaka (po prostu uwielbiam zapach świeżo upieczonego ciasta!) i tuleniem się przez cały wieczór. A od dzisiaj żagnaj wszelki możliwy alkoholu, nawet w śladowych ilościach.
A po sobocie już wiem, że skład chemiczny mojej krwi w wyniku zażywania połowy apteki zmienił sie na tyle, że nawet dwa niewinne drinki pite przez prawie całą noc powodują sensacje nie do pozazdroszczenia. W związku z tym wieczorno – niedzielny wypad do teatru został zastąpiony ciastem upieczonym przez Kociaka (po prostu uwielbiam zapach świeżo upieczonego ciasta!) i tuleniem się przez cały wieczór. A od dzisiaj żagnaj wszelki możliwy alkoholu, nawet w śladowych ilościach.
czwartek, 26 stycznia 2006
12 DPO
Kolejny test z jedną wyraźną krechą chyba ostatecznie upewnia, że
jednak nie tym razem. Choć jednocześnie poprzednie dwa dają nadzieję, że
być może Ktoś we mnie próbował zamieszkać, ale z jakiś przyczyn Mu się
nie udało. No cóż Maleństwo, poczekamy jeszcze chwilę. Miałam już co
prawda nadzieję, że wkrótce po walentykach zobaczę maleńkie serduszko,
ale w sumie pierwszy dzień wiosny na taki wspaniały widok też się
nadaje. Więc teraz czekamy tylko na @ i zaczynamy od nowa.
Dobrze, że chociaż teraz już wiemy co zrobić, żeby było jajko. Poza tym muszę jeszcze zadzwonić do doktorka i poinformować, że się nie udało (mimo tego, że gdy ostatnio byliśmy nawet nie brał tego pod uwagę, a na moje pytanie co jak się nie uda, odpowiedział: Jak to nie uda?)i żeby przygotował kolejną receptę na Clo, bo przecież nie chcę stracić kolejnego cyklu, co ja piszę, mi szkoda każdego kolejnego dnia!
Więc, do zobaczenie Maleństwo w marcu! Tylko tym razem nie każ biednej jeszcze-nie-matce czekać!
Poza tym, co miały znaczyć te wszystkie ciągnięcia i kłucia? Muszę się jeszcze tyle o sobie dowiedzieć….
Dobrze, że chociaż teraz już wiemy co zrobić, żeby było jajko. Poza tym muszę jeszcze zadzwonić do doktorka i poinformować, że się nie udało (mimo tego, że gdy ostatnio byliśmy nawet nie brał tego pod uwagę, a na moje pytanie co jak się nie uda, odpowiedział: Jak to nie uda?)i żeby przygotował kolejną receptę na Clo, bo przecież nie chcę stracić kolejnego cyklu, co ja piszę, mi szkoda każdego kolejnego dnia!
Więc, do zobaczenie Maleństwo w marcu! Tylko tym razem nie każ biednej jeszcze-nie-matce czekać!
Poza tym, co miały znaczyć te wszystkie ciągnięcia i kłucia? Muszę się jeszcze tyle o sobie dowiedzieć….
:-)))
Właśnie wpadł (bo nie można tego inaczej nazwać) do mnie do pracy mój
cudowny małżonek, przywożąc mi najcudowniejszą różyczkę o przepięknych
złocistych płatkach obrzeżonych ciemną purpurą. Po prostu cudo! I to
takie niespodziewane, bez żadnej okazji. I teraz siedzę i – zamiast
pracować – wącham i podziwiam. I kocham! Tak najbardziej na świecie!
))
środa, 25 stycznia 2006
11 DPO
Nic nie napiszę. Umieram dzisiaj z zimna. W pracy mam 10°C i trzęsę się z
zimna, nawet gorąca herbata + podkoszulek + golf + sweter nie pomagają.
Po niemal dobie bez prądu (na który jest tutaj ogrzewanie) nie mam
zielonego pojęcia kiedy będzie na tyle znośnie, żeby myśleć. Zamarza mi
mózg i poza delikatnymi kłuciami w brzuchu nic nie czuję. Jedynie
kolejne dwie kreseczki na termometrze w górę dają jeszcze nadzieję, że
może sie udało. Choć coraz mniej w to już wierzę. Przynajmniej w tym
cyklu. No trudno, to dopiero pierwsza bitwa. Ale i tak zwyciężę z
własnym organizmem!
poniedziałek, 23 stycznia 2006
9 DPO
No i testy doszły. Jeszcze w piątek, więc postanowiliśmy od razu w
sobotę je wypróbować. I jak postanowiliśmy, tak zrobiliśmy. I cały
weekend zastanawialiśmy się, czy to co widzimy, to widzimy, czy tylko
wydaje nam się, że widzimy. Bo choć jedna (testowa) krecha jest
niewątpliwa, o tyle istnienie drugiej jedynie podejrzewamy. Bo wygląda
ona raczej jak baaaaaardzo słaby cień cieniutkiej różowej kreseczki, ale
tam jest. No i nie wiemy, czy to faktycznie już jest TO, czy tylko tak
bardzo chcemy, żeby tak kreska tam faktycznie była. Więc postanowiliśmy
ponowić test dzisiaj. Rezultat ten sam! W tym samym miejscu, z dokładnie
tak samym zaróżowieniem.
No i teraz nie wiem. Jestem już mamą, czy nie jestem? Oto jest pytanie.
A temperaturka wciąż utrzymuje się znacznie powyżej 37 stopni, wciąż mnie ciągnie od środka i wciąż mam twardy brzuch. Więc może to już TO? Żeby rozwiać wątpliwości Kotek zadecydował, że nie będziemy czekać do soboty, tylko już jutro pójdziemy na betaHCG z krwi. Oby tylko coś wykazało! Oby tylko ten cień różowej kreseczki wynikał z małej dokładności testu! oby, oby, oby….
A cały piątek poświęciłam na poszukiwanie w internecie „objawów wczesnej ciąży”. Z marnym rezultatem, bo wszystko co było, dotyczyło ciąży ponad 2-tygodniowej, a znacznie częściej 4-6-tygodniowej. A może Wy pamiętacie, czy jeszcze przed terminem miesiączki miałyście jakieś podstawy do podejrzeń?
No i teraz nie wiem. Jestem już mamą, czy nie jestem? Oto jest pytanie.
A temperaturka wciąż utrzymuje się znacznie powyżej 37 stopni, wciąż mnie ciągnie od środka i wciąż mam twardy brzuch. Więc może to już TO? Żeby rozwiać wątpliwości Kotek zadecydował, że nie będziemy czekać do soboty, tylko już jutro pójdziemy na betaHCG z krwi. Oby tylko coś wykazało! Oby tylko ten cień różowej kreseczki wynikał z małej dokładności testu! oby, oby, oby….
A cały piątek poświęciłam na poszukiwanie w internecie „objawów wczesnej ciąży”. Z marnym rezultatem, bo wszystko co było, dotyczyło ciąży ponad 2-tygodniowej, a znacznie częściej 4-6-tygodniowej. A może Wy pamiętacie, czy jeszcze przed terminem miesiączki miałyście jakieś podstawy do podejrzeń?
piątek, 20 stycznia 2006
6 DPO
Testy już do mnie idą i – przy sprzyjających wiatrach – może dzisiaj
lub jutro dojdą. Znaczy się, że w sumie mogłabym wypróbować chociaż
jeden już w sobotę lub niedzielę. Zwłaszcza, że skręca mnie z
ciekawości. Ale przecież matka powinna być cierpliwa, więc może
wytrzymam do poniedziałku, zawsze będzie większa wiarygodność. Cholera,
nie wiem, co zrobić, ale wiem, że do przyszłej soboty nie wytrzymam.
A wczoraj w ramach nieskupiania się na własnym brzuchu (i jego ewentualnym Mieszkańcu) po powrocie z pracy (czyli około 18,30) wzięłam się za kuchcenie. I tak wyszedł mi obiad na wczoraj, dzisiaj i jeszcze zupka na sobotę (zawsze wolałam zupy następnego dnia, a już zwłaszcza kapuśniak, ogórkową i pomidorową), a do tego roladki szynkowe w galarecie dla Kociaka. A na zaspokojenie pierwszego głodu (zanim jeszcze się zrobił obiadek) poszły muffinki z czekoladą ze środy, zagryzione rolmopsami. Pyyycha! A tak w ogóle to zauważyłam, że odkąd czekam na wyniki weekendowego przytulania, Kociak jest w siódmym niebie. Codziennie świeży obiad, babeczki w środku tygodnia i ja zadowolona, że chociaż na godzinkę odrywam się od tego wszystkiego, co się we mnie / ze mną dzieje.
A Kociak zastanawia się, gdzie byśmy ustawili cztery łóżeczka i na jaki samochód musielibyśmy zamienić naszą fabijkę – gdyby się tak zdarzyło. I ma przy tym takie rozmarzone, ciepłe oczy…
A wczoraj w ramach nieskupiania się na własnym brzuchu (i jego ewentualnym Mieszkańcu) po powrocie z pracy (czyli około 18,30) wzięłam się za kuchcenie. I tak wyszedł mi obiad na wczoraj, dzisiaj i jeszcze zupka na sobotę (zawsze wolałam zupy następnego dnia, a już zwłaszcza kapuśniak, ogórkową i pomidorową), a do tego roladki szynkowe w galarecie dla Kociaka. A na zaspokojenie pierwszego głodu (zanim jeszcze się zrobił obiadek) poszły muffinki z czekoladą ze środy, zagryzione rolmopsami. Pyyycha! A tak w ogóle to zauważyłam, że odkąd czekam na wyniki weekendowego przytulania, Kociak jest w siódmym niebie. Codziennie świeży obiad, babeczki w środku tygodnia i ja zadowolona, że chociaż na godzinkę odrywam się od tego wszystkiego, co się we mnie / ze mną dzieje.
A Kociak zastanawia się, gdzie byśmy ustawili cztery łóżeczka i na jaki samochód musielibyśmy zamienić naszą fabijkę – gdyby się tak zdarzyło. I ma przy tym takie rozmarzone, ciepłe oczy…
czwartek, 19 stycznia 2006
5 DPO
Wciąż czuję własne podbrzusze. Właściwie to należałoby napisać, że
jestem tak na nim skupiona, że rejestruję wszystkie nowe dla mnie
uczucia. I – po całych latach braku jajeczkowania (spowodowanych
najpierw PCO, potem Mercilonem) – cholernie się z tego cieszę! Nie wiem
wprawdzie, czy to jest TO, być może to normalne odczucia po
jajeczkowaniu, tyle, że dla mnie są one zupełną nowością.
A temperaturka dzisiaj skoczyła o kolejną malutką kreseczkę i osiagnęła poziom, jaki do tej pory miewałam tylko wtedy, gdy byłam chora. Traktuję to jako dobry znak i mam nadzieję, że mój organizm nie robi sobie ze mnie brzydkich żartów.
Ps. a dzisiaj śniła mi się winda, co wg sennika oznacza, nagłe zmiany w sferze uczuciowej, korzystne lub negatywne. A, że całą noc nią jeździłam i to na dodatek non stop w górę (od czego kręcilo mi się w głowie)zakładam wariant I
A temperaturka dzisiaj skoczyła o kolejną malutką kreseczkę i osiagnęła poziom, jaki do tej pory miewałam tylko wtedy, gdy byłam chora. Traktuję to jako dobry znak i mam nadzieję, że mój organizm nie robi sobie ze mnie brzydkich żartów.
Ps. a dzisiaj śniła mi się winda, co wg sennika oznacza, nagłe zmiany w sferze uczuciowej, korzystne lub negatywne. A, że całą noc nią jeździłam i to na dodatek non stop w górę (od czego kręcilo mi się w głowie)zakładam wariant I
środa, 18 stycznia 2006
;-)
Wczoraj na zakupach:
- Kotuuuś, może byśmy sobie kupili Kagorka*, co….
- Wolałbym Lelusia, żebyś teraz nie piła!
A dzisiaj stwierdziłam, że chyba jednak nie wytrzymam jeszcze półtorej tygodnia, w związku z czym zakupiłam dwa testy o czułości 20mIU/mL (cokolwiek by to nie oznaczało). W każdym bądź razie mają dać wiarygodny wynik już w siódmym dniu po owulacji. Zakup dwóch testów to oczywiście zabezpieczenie, na wypadek pojawienia się dwóch upragnionych krech. Wtedy od razu będę miała możliwość powtórki testu dla upewnienia się. A jeżeli okaże się, że jest negatywny, to przynajmniej nie będę przez kolejny tydzień się nakręcać. Ale co ma nie być pozytywny! Przecież 4 jajka zniosłam!
* Kagor to nasze ulubione mołdawskie winko, bardzo słodkie, bardzo aromatyczne i bardzo pyszne
Ps. A temperaturka nadal rośnie, co prawda dzisiaj tylko o kreseczkę, ale jednak
- Kotuuuś, może byśmy sobie kupili Kagorka*, co….
- Wolałbym Lelusia, żebyś teraz nie piła!
A dzisiaj stwierdziłam, że chyba jednak nie wytrzymam jeszcze półtorej tygodnia, w związku z czym zakupiłam dwa testy o czułości 20mIU/mL (cokolwiek by to nie oznaczało). W każdym bądź razie mają dać wiarygodny wynik już w siódmym dniu po owulacji. Zakup dwóch testów to oczywiście zabezpieczenie, na wypadek pojawienia się dwóch upragnionych krech. Wtedy od razu będę miała możliwość powtórki testu dla upewnienia się. A jeżeli okaże się, że jest negatywny, to przynajmniej nie będę przez kolejny tydzień się nakręcać. Ale co ma nie być pozytywny! Przecież 4 jajka zniosłam!
* Kagor to nasze ulubione mołdawskie winko, bardzo słodkie, bardzo aromatyczne i bardzo pyszne
Ps. A temperaturka nadal rośnie, co prawda dzisiaj tylko o kreseczkę, ale jednak
wtorek, 17 stycznia 2006
3 DPO
Temperaturka nadal nie spada, wręcz przeciwnie dzisiaj jeszcze o trzy
malutkie kreseczki się podniosła. To dobrze, czy źle? A może to
najzupełniej normalne? Tak samo jak ciągła świadomość posiadania
jajników. Wciąż mi przypominają delikatnymi skurczami lub kłóciem, że
tam są. I jeszcze to, że jem swój ulubiony serek od rana i wciąż nie
mogę go skończyć, bo jakoś nie ma smaku, więc sie z nim męczę już 5
godzinę, bo przecież muszę zjeść drugie śniadanie. Dla Diamencika.
Zresztą w ogóle odkąd zaczęłam starania, wyjątkowo dobrze się prowadzę.
Staram się jeść śniadania przez wyjściem do pracy (choć nigdy mi się to
wcześniej nie zdarzało), Kociak robi mi bułeczkę na drugie śniadanie
(którego nie jadałam od czasów przedszkola), a obiad jest teraz moim
trzecim, a nie jak dotąd pierwszym i jedynym posiłkiem w ciągu dnia.
Więc może to już? A może po prostu tak bardzo chcę, żeby to się stało, że sobie wmawiam, że coś jest inaczej niż zwykle?
No, ale przecież były cztery piękne pęcherzyki, każdy ponad 20 mm. I przy założeniu, że wszystkie pękły (a tak być chyba powinno, skoro dostałam na to zastrzyk) to nasze szanse powinny czterokrotnie wzrosnąć. Co oznacza, że jeżeli chłopaki nie zawiodły, to było niemal 100% szansy.
Jezuuu, jak ten czas sie wlecze! Czy nie mógłaby już dzisiaj być sobota 28 stycznia???
Więc może to już? A może po prostu tak bardzo chcę, żeby to się stało, że sobie wmawiam, że coś jest inaczej niż zwykle?
No, ale przecież były cztery piękne pęcherzyki, każdy ponad 20 mm. I przy założeniu, że wszystkie pękły (a tak być chyba powinno, skoro dostałam na to zastrzyk) to nasze szanse powinny czterokrotnie wzrosnąć. Co oznacza, że jeżeli chłopaki nie zawiodły, to było niemal 100% szansy.
Jezuuu, jak ten czas sie wlecze! Czy nie mógłaby już dzisiaj być sobota 28 stycznia???
poniedziałek, 16 stycznia 2006
Weekend (s)tworzenia
A przynajmniej mam taką cichutką nadzieję. Póki co podwyższona temperaturka się utrzymuje 
A weekend? Cudowny. Po prostu. Rozpoczęty śniadankiem do łóżka zaserwowanym przez Kociaka, potem kwiatki, a wieczorkiem lekka kolacja z lampką szampana i muzyką Leonarda Cohena (szystko przygotowane przez mężulka). A zakończony deserem lodowym w ulubionej cukiernio-lodziarni.
I wszystko byłoby słodko-różowe, gdyby nie rodzice Kociaka. Akurat w ten weekend musieliśmy się dowiedzieć, że podjęli decyzję, skłócającą zapewne na dłuższy czas nas ze sobą i moją szwagierką. No trudno, w pewnym sensie spodziewałam się, że tak właśnie postąpią. Tylko serce mi sie kraje, jak patrzę na Kociaka i jego pełne smutku i zawiedzenia oczy. Tak chciałabym mu oszczędzić bólu…
A weekend? Cudowny. Po prostu. Rozpoczęty śniadankiem do łóżka zaserwowanym przez Kociaka, potem kwiatki, a wieczorkiem lekka kolacja z lampką szampana i muzyką Leonarda Cohena (szystko przygotowane przez mężulka). A zakończony deserem lodowym w ulubionej cukiernio-lodziarni.
I wszystko byłoby słodko-różowe, gdyby nie rodzice Kociaka. Akurat w ten weekend musieliśmy się dowiedzieć, że podjęli decyzję, skłócającą zapewne na dłuższy czas nas ze sobą i moją szwagierką. No trudno, w pewnym sensie spodziewałam się, że tak właśnie postąpią. Tylko serce mi sie kraje, jak patrzę na Kociaka i jego pełne smutku i zawiedzenia oczy. Tak chciałabym mu oszczędzić bólu…
piątek, 13 stycznia 2006
Obwieszczenie
Wszem i wobec ogłaszam, iż – po raz pierwszy w życiu – jestem
właścicielką 4 okazałych pęcherzyków. Wszystkich nadających sie do
pęknięcia. W związku z tym przyjęłam zastrzyk na ich pęknięcie nie tylko
bez strachu, ale na dodatek z radością. I to olbrzymią. I tej radości
nie popsuła nawet myśl, że jestem właśnie lżejsza o kolejne 200 zł za
15-minutową wizytę. Bo przecież tak naprawdę to – mimo niemal roku
starań – pierwszy cykl, w którym może się coś wydarzyć. I chociaż znam
prawdopodobieństwo zajścia w ciążę w pierwszym cyklu – nie potrafię
pohamować podekscytowania i oczekiwania.
Zatem od jutra zaczyna się wielkie odliczanie. Oby tylko nie zakończyło się w tym miesiącu, a tak np w październiku… miałabym taki najpiękniejszy prezent na urodziny… Bardzo proszę Panie Boże…
))
Zatem od jutra zaczyna się wielkie odliczanie. Oby tylko nie zakończyło się w tym miesiącu, a tak np w październiku… miałabym taki najpiękniejszy prezent na urodziny… Bardzo proszę Panie Boże…
czwartek, 12 stycznia 2006
W oczekiwaniu na wizytę
w Inwidzie, staram się robić wszystko byle tylko: nie myśleć, nie
zastanawiać się czy mój organizm raczył wreszcie podjąć współpracę w
wiadomym celu.
W związku z tym:
- zrobiłam gorące i bardzo słodkie cappucino (choć nie słodzę od podstawówki),
- pomalowałam paznokcie,
- zrobiłam zakupy na Allegro
- zrobiłam blogówkę (tak to się chyba powinno nazywać, skoro prasa ma prasówkę, to blogi chyba mają blogówkę),
- rozważam sens przystąpienia do Avonu (choćby dla tańszych kosmetyków dla siebie, na dodatek dostarczanych do domu).
Tylko dlaczego ten czas tak cholernie się dłuży?
W związku z tym:
- zrobiłam gorące i bardzo słodkie cappucino (choć nie słodzę od podstawówki),
- pomalowałam paznokcie,
- zrobiłam zakupy na Allegro
- zrobiłam blogówkę (tak to się chyba powinno nazywać, skoro prasa ma prasówkę, to blogi chyba mają blogówkę),
- rozważam sens przystąpienia do Avonu (choćby dla tańszych kosmetyków dla siebie, na dodatek dostarczanych do domu).
Tylko dlaczego ten czas tak cholernie się dłuży?
środa, 11 stycznia 2006
…
„… Może to wszystko robię dla ciebie
i gdzieś tam jesteś
i o tym nie wiesz…
Może to wszystko polega na tym
by żyć dla kogoś…”
i gdzieś tam jesteś
i o tym nie wiesz…
Może to wszystko polega na tym
by żyć dla kogoś…”
wtorek, 10 stycznia 2006
Obsesja?
Staram się myśleć pozytywnie. Nie przejmowac się. Zająć sie
czymkolwiek. Byle tylko nie myśleć o piątkowej wizycie u gina i o
dziecku. I czy uda mi się, dzięki wzmmocnieniu farmakologicznemu, znieść
jajo? Bo do cholery, jak robić dziecko, jak nie ma z czego? I czy ja
znowu tak dużo żądam, prosząc o chociaż tę jedną normalną owulację od
niemal roku?
Czy to już jest obsesja na temat własnej nie-płodności?
Czy to już jest obsesja na temat własnej nie-płodności?
poniedziałek, 9 stycznia 2006
;)
Spokojny, ciepły domowy weekend. Wreszcie zrobiony obiadek i
upieczone muffinki (swoją drogą takie rzeczy zawsze mogę piec! szybkie
do zrobienia, łatwe do upieczenia, nie opadają, a w smaku… aż mi ślinka
cieknie na wspomnienie).I baaardzo dużo przytulania.
A dzisiaj w nocy mesydż z prawego jajnika: „Melduję, że staram się jak mogę, znieść ci to jajko!”
A dzisiaj w nocy mesydż z prawego jajnika: „Melduję, że staram się jak mogę, znieść ci to jajko!”
piątek, 6 stycznia 2006
Z wczorajszego obiadku nici
Miało być pysznie, gorąco i pacznąco,więc wybrałam sie na zakupy do
Auchan (to jednak jakieś fatum: co praca, to inne centrum handlowe w
zasięgu do 10 minut spacerkiem). No i wpadłam. Ponad cztery godziny przy
wieszakach i w kolejnych przymierzalniach zaowocowało malinową (!)
bluzeczką. I to u mnie kochającej jak nic innego stonowane kolory ziemi +
może jeszcze bordo, śliwkę i taki cieplutki odcień kremowego. Do domku
wróciliśmy dopiero na moje ukochane „Desperatki”, czyli tuż przed 21.
Może obiadku nie było, ale za to była przepyszna sałatka w wykonania Kociaka. No po prostu niebo w gębie
ps. A prolatyna taka niska zapewne dlatego, że nie odstawiłam w poprzednim dniu bromergonu, więc czeka mnie kolejna wizyta w laboratorium.
Może obiadku nie było, ale za to była przepyszna sałatka w wykonania Kociaka. No po prostu niebo w gębie
ps. A prolatyna taka niska zapewne dlatego, że nie odstawiłam w poprzednim dniu bromergonu, więc czeka mnie kolejna wizyta w laboratorium.
czwartek, 5 stycznia 2006
Marzy mi się
pyyyyszny obiadek. Sama już od trzech dni nie gotowałam – na wyraźne
życzenie mego szczęścia, które mnie przy garach zastępowało. A dzisiaj
marzy mi się kurczaczek pieczony na butelce….., albo może naleśniki z
jabłuszkami……., albo jakaś pyszna zapiekanka…… Do tego przydałby się
jakiś kawałek ciasta…., tylko takiego domowego. No, sama jeszcze nie
wiem. Na wszystko mam ochotę!
Prolaktyna 2,69
przy normie zaczynającej się od 3,4! To dobrze, czy źle? Bo jeżeli to
dobrze to super! A jeżeli źle – to jak bardzo źle?A może coś nie tak
zrobiłam przed badaniem? Może je robiłam za wcześnie, albo za późno?
Aaaaaaa, na gwałt potrzebuję sporej dawki wiedzy w zakresie endokrynologii ginekologicznej i paru innych tematów.
Aaaaaaa, na gwałt potrzebuję sporej dawki wiedzy w zakresie endokrynologii ginekologicznej i paru innych tematów.
środa, 4 stycznia 2006
Nowy cykl
ogłaszam oficjalnie za rozpoczęty. Dzisiaj byłam w laboratorium upuścić
trochę krwi na sprawdzenie prolaktynki. I z niecierpliwością czekam na
wyniki, bo w sumie od nich po trochu zależy moje nastawienie na ten
cykl. Z tego co słyszałam bromergon jest w tym zakresie dosyć skuteczny.
A od jutra zaczynam zmodyfikowaną kurację na dzidziusia. W przyszły piątek będę miała możliwość sprawdzenia czy cokolwiek we mnie wyrosło ;-D
A od jutra zaczynam zmodyfikowaną kurację na dzidziusia. W przyszły piątek będę miała możliwość sprawdzenia czy cokolwiek we mnie wyrosło ;-D
poniedziałek, 2 stycznia 2006
Nowy rok
się zaczął. I znowu w pracy, choć miałam być dzisiaj z Kotkiem w
domciu. Ale cóż, tak bywa. A Nowy Rok, jak to Nowy Rok. Miły Sylwester w
dobrze znanym gronie zakłócany jedną myślą wkradającą się jak
nieproszony gość. Znajomi są w ciąży. 5 tydzień. Czysty przypadek –
dzieciątko z tzw. nieplanowanych, ale przynajmniej w związku kochających
się ludzi. Niby się cieszę, ale jednak tak jakoś smutno.
Z postanowień noworocznych tylko dwa: nie tracić nadziei, tracić kilogramy (no może chociaż z 5), ale to postanowienie może być wyjątkowo trudne do zrealizowania. Zresztą wie o tym każda dziewczyna z PCO. Niestety rozsądne diety, głodzenie się, regularne ćwiczenia najprzeróżniejszego typu w tym przypadku niewiele dają. Ale próbować trzeba, choćby ze względu na mojego skarbeczka, który póki co nie spieszy się na ten świat.
Z postanowień noworocznych tylko dwa: nie tracić nadziei, tracić kilogramy (no może chociaż z 5), ale to postanowienie może być wyjątkowo trudne do zrealizowania. Zresztą wie o tym każda dziewczyna z PCO. Niestety rozsądne diety, głodzenie się, regularne ćwiczenia najprzeróżniejszego typu w tym przypadku niewiele dają. Ale próbować trzeba, choćby ze względu na mojego skarbeczka, który póki co nie spieszy się na ten świat.
Subskrybuj:
Posty (Atom)