czwartek, 27 kwietnia 2006

:)

Po wczorajszym spotkaniu z właścicielką działki i wstępnych ustaleniach dotyczących warunków zakupu, siedzimy w domu i pprzeliczamy posiadane środki, możliwości kredytu oraz możliwości zmian na hipotece mieszkania i ewentualnego kredytowania działki pod hipotekę mieszkania. Takie wyjście dało by nam same korzyści:
- wyższy kredyt, uwzględniający np. opłatę notarialną, prowizję bankową, środki na ogrodzenie
- nienaruszanie posiadanych zapasów gotówki (znikomych) na ewentualność in vitro
- szybsze udzielenie kredytu – ze względu na wiarygodność zabezpieczenia i jego znacznie większą wartość
- środki na wyjazd do Chorwacji, z którego nie możemy się już wycofać (ze względu na znajomych, z którymi się tam wybieramy).
Póki co i tak sprawa leży w rękach obecnych właścicieli. Oby tylko załatwianie wszystkich papierów i zgody na podział nieruchomości poszlo jak najszybciej. Realnie patrząc na koniec maja powinniśmy podpisać umowę kupna – sprzedaży, po połowie czerwca – akt notarialny :D DD
Póżniej leżymy oglądając Honeymooners. Rozmarzona pytam Kociaka, czy wyobrażał sobie, że jeszcze w tym roku będziemy mieć swoją własną działkę pod laskiem i będziemy mogli na nią jeździć w każdej chwili bo to tylko 10km od naszego domku. W odpowiedzi słyszę, że nie, nie wyobrażał sobie. Ale wolałby nie mieć działki jeszcze 20 lat, a mieć dziecko, przestać odwaracać wzrok od kobiet w ciąży i przestać zaglądać w czyjeś wózki.
Znamy się 12 lat, ze sobą jesteśmy 7. Nie zdawałam sobie do tej pory sprawy, że takie zachowanie jest nie tylko moją domeną, że on tak samo jak ja czeka.
Kocham go.

poniedziałek, 24 kwietnia 2006

Nowe plany

W sobotę bylismy na imprezie urodzinowej kilka lat młodszej ode mnie młodzieży. I choć zabawa była świetna, to z przykrością stwierdziłam, że w ciągu ostatnich kilku lat postarzałam się o wieki. Zupełnie mnie nie kręci zapalenie trawki, nie podoba mi się to, że chłopak przychodzacy ze swoją dziewczyną upija sie do nieprzytomności itd… Taaa, choć tak naprawdę, to nigdy mi takie zachowania nie odpowiadały. czyżbym była stara jeszcze, gdy byłam nastolatką?
A w niedzielę – po trudnej pobudce o 12,10 – spotkanie ze znajomymi i ich dwuletnią ślicznotką. I to jej: Paaaaawiiiiiił!!!!!!! na przywitanie połączone z energicznym wskoczeniem w ramiona i wystawianiem buziaka do całowania. Do tej pory się uśmiecham na to wspomnienie :)
A po południu oglądaliśmy kolejną działkę. A właściwie to trzy działki należące do jednej kobitki. Śliczne miejsce, z dala od miasta, od trasy przelotowej, a jednoczesnie z drogą asfaltową, wszystkimi mediami w odległości kilkunastu metrów od granicy działki, a w sąsiedztwie las sosnowy i ogródki działkowe. Cisza, spokój, śpiew ptaków…. no, chyba zachorowałam na tą działkę. Jutro wyciągniemy moich rodziców, coby ją obejrzeli i ocenili sprawę mniej emocjonalnie, niż my.
I nic to, że wpakowujemy się właśnie w kolejny 20-letni kredyt, ale za to będziemy mieć bezjeziorowe mazury w centrum mazowsza :D DDD

wtorek, 4 kwietnia 2006

Bardzo Ważna Decyzja

Wcześniejsze – z nikim nie uzgodnione – rozpoczęcie kolejnego opakowania Clostilbegytu zostalo pochwalone przez doktorka. Jest szansa, że uda mi się znieść cokolwiek do świąt, żeby zrobić inseminację. Dzisiejsza wizyta za darmo (!!!) Kolejna wizyta za tydzień. Plus ewentualnie zastrzyk. Plus ewentualnie iui w środę. Plus najdłuższe 15 dni drugiej fazy. 28 kwietnia powinnam znać efekty iui. I tylko sie modlę, żebym w długi weekend ryczała, ale z radości.
zawsze wiedziałam, że z poczęciem dziecka, a później donoszeniem ciąży będę miała problemy.
Nigdy nie myślałam, że mój największy skarb może począć się na fotelu ginekologicznym. Z pipety.
Z każdym kolejnym cyklem więcej obaw, większe wyczekiwanie, większy smutek.

poniedziałek, 3 kwietnia 2006

Nowy cykl

Miało być dzisiaj o przyjaźni. Nie tej szczęśliwej, pełnej wzajemnego zaufania, ale tej zdradzonej. I o tym, jak bardzo potrafi zranić osoba, o której przez ponad 20 lat się myślało: mój Przyjaciel. Z którym się razem cieszyło i płakało, przeżywało każdy dzień życia.
Ale napiszę, że jak zwykle mój organizm zrobił sobie ze mnie żarty. Okres przyszedł z 1-dniowym opóźnieniem, co oznacza, że najprawdopodobniej z iui w tym cyklu nici. Choć może jest to znak, że dzieci powinny być ze spontanicznej radosnej miłości, a nie z wyliczania każdego kolejnego dnia.
Tylko jak tu nie liczyć kolejnych dni cyklu, żyjąc od pigułki do pigułki – aż do 70tej. I od usg do usg. Bez tego niestety u nas dziecka nie będzie.
Wczoraj pierwszy raz pomyślałam, że jestem już tym wszystkim cholrnie zmęczona. Łykanie kolejnych hormonów powoduje u mnie nienaturalna płaczliwość. Wcześniej NIGDY nie zdarzyło mi się płakać na filmie. Teraz zalewam się łzami, że ktoś mało mi znany nie żyje, że on ja tak bardzo w tym filmie kocha, a ona jego nie, że inny on ją zostawił inną ją dla kolejnej innej, a ona go tak kochała.
Butelka ulubionego wina po obiedzie + wspomnienie JPII = opuchnięte oczy.
Jestem zmęczona.