Fajnie tak po prostu wsiąść w pociag i pojechać na zakupy. Poszwendać
się po sklepach (dla dorosłych!), poprzymierzać bez presji czasu i
nieletnich robiących akuku własnie wtedy, gdy wszystkiego poza bielizną
zdążyłam się pozbyć :), obejrzeć drobiazgi do domu, zatrzymać przy
szklanych świecznikach czy paterach, bez ryzyka oddania zasobów konta na
pokrycie strat. I wrócić z torbami pełnymi rzeczy dla mnie (!). Od lat
nie pamiętam, bym NIE kupiła niczego maluchom, a zakupy ograniczyła do
rzeczy tylko dla mnie :) Tak całkiem egoistycznie. Miło być czasem
egoistką :)
(a dzieć zachwycony zabawą z dziadkiem, dziadek zachwycony bieganiem za wnukiem - i wszyscy szczęśliwi)