czwartek, 15 grudnia 2011

Gdy za oknem grudzień i 10 stopni na plusie, gdy piekne słońce i pączki na drzewach zachęcają do spacerów, gdy co rano budzi mnie slońce wpadające przez żaluzje (zamiast zimowej szarości lub chłodnej iskrzącej bieli), wtedy zimę zapraszam do domu.
W weekend powstały poduchy idealne przy wieczornym czytaniu ksiązek, dziennym czytaniu i ogladaniu bajek, czy (w opcji najbarzdiej popularnej) bitwie na poduchy :)
Wieczorami zapalamy lampiony, a w pokoju maluchów maleńką choinkę - sztuczną, choć do złudzenia przypominającą tę prawdziwą. A Paweł biega po mieszkaniu wołając "Mama, chi-nka!!!" a oczy płoną mu od odbiających się światełek i najprawdziwszego zachwytu :)

środa, 7 grudnia 2011

...

Spadł pierwszy śnieg!!!!  Duże miękkie płatki niemal pzresłoniły niebo, gdy wracałam rano z pzedszkola :) Co prawda rozpuszczały się niamal natychmiast, ale co tam :) Pięknie bylo! Po suchuteńkim i dosyć ciepłym październiku i listopadzie, przedwczorajszy deszcz powitałysmy z Elą radośnie skacząc po kałużach na Chmielnej i Nowym Świecie. Buty nam przemokły, no ale. A dzisiaj śnieg! Najprawdziwszy :)
Czas pędzi jak szalony. Tegoroczny brak przedszkolnej korektywy zmusił mnie do poszukania innych rozwiązań, by wzmocnić młodą i jej kręgosłup. 3 razy w tygodniu zabieram córkę z przeszkola tuz po obiedzie (który panie podają jej pól godziny wczesniej niż reszcie dzieci) i pędzimy na pociąg, by dotrzeć do pani Eweliny na rehabilitację. Fajnie, że Ela polubiła i te wyjazdy (z drugiej strony chyba nie trudno się temu dziwić, skoro ma mnie na wyłącznośc na niemal całe popołudnie) i rehabilitantkę i same zajęcia.
Paweł się rozgaduje, coraz więcej słów próbuje powtórzyć, czasami nawet z niezłym rezultatem :) Tworzy pierwsze dwuslowowe zdania :) Wciąz ślepo zapatrzony w siostrę, gdy tylko się budzi to ją jako pierwszą nawołuje i to o nią pyta się, gdy tylko do mnie przyjdzie. A w ciagu dnia bardzo czesto wchodzi do jej łóżeczka i wtula się w Eluskową pościel. I trudno go w ciagu dnia wsadzić na posiłek w jego własne krzesełko, gdy siostrzane stoi samotne :)
Elunia całusnica, Elunia - przytulak. Wciąz nadstawia buziaka do calowania, albo sama pędzi się przytulić i obcałowywać. Albo nadstawia brzuszek, rączkę, głowkę do głaskania. A gdy na chwilę przerwę, natychmiast cichutko oznajmia: "Mamusiu, mozes jesce mnie pocałować". No pewnie, że mogę, córko :)

piątek, 18 listopada 2011

...

Uwielbiam dzieciaki. Kocham patrzeć na nie, jak się bawią, jak broja, jak żartują. Rozkłada nmnie na łopatki ich widok, gdy śpią, ich spokojne oddechy i najdziwaczniejsze przyjmowane pozycje :) Próbuję wykrzesać z siebie morze cierpliwości, gdy mają złe humory (choć z cierpliwością to nie zawsze mi wychodzi). Ale po 1,5 tygodniu z dwójką w domu, chorą dwójką i - jak na ich dotychczasowe choroby - wyjatkowo marudna i upierdliwą dwójką, a przy tym spragnioną czulości i przytulania, mam dość. Zdecydowanie potrzebuję chwili dla siebie, albo kilku chwil :) Być może dlatego przewisiałam dzisiaj godzinę na telefonie z dziewczynami. I na pewno to własnie perspektywa poniedziałkowego wieczoru z nimi  dala mi kopa energetycznego na dzisiejszy dzień :) Z ogromną przyjemnością lepiliśmy z młodymi mkołaje, rogaliki i ciasteczka z masy solnej. I nawet niemal całe przedpołudnie nam to zajęło :) Tym bardziej się cieszę, bo za oknem szaro i buro i zimno, a nasza kuchnia jasna i ciepła. I pełna gadających i rozesmianych dzieci :)
Byle do poniedziałku :))))

piątek, 16 września 2011

2 latka

86cm i 13 kilo zywego srebra :) Bo Paweł to energia. Energia i tryskająca, niczym nie skrępowana radość. Budzi sie i z usmiechem na ustach tupta do przedpokoju, skąd woła swoje "mammmaaa sisi". Takie mięciutkie, wymawiane niemal z nabożeństwem. Nie to co AAAAAAAAUUUUUTAAA!! albo czasami (ajta) na widok samochodów. Zawsze i wszędzie! Na spacery wędrujemy z autkami sztuk trzy, z taką sama liczbą autek Paweł idzie spać tuląc wszystkie do klaty i twarzy :) na spacerach najcyđciej wzmawianzmi slowami sa auta, samochodz i brum brum, bo zauważyć i skomentować trzeba absolutnie każdy samochód w zasięgu wzroku :) Zdecydowanie nie dla niego oglądanie kwiatków, listków czy innego rosnącego badziewia, które w analogicznym wieku uwielbiała Ela :)
Poza tym Paweł mówi niewiele, zaledwie kilka słów. Jest  bardzo sprawny fizycznie, niemal non stop biega, wspina się, próbuje skakać obunóż, chodzi po krawęznikach i murkach utrzymując równowagę, kombinuje z rowerkiem biegowym i całkiem całkiem mu to nawet wychodzi :)
Ładnie układa klocki. Rysunki (do których przyznaję ze wstydem -nie mam cierpliwości i dlatego nie zachęcam nie zachęcam) to mazane kreski, czasami zaokrąglone. Bez problemu radzi sobie z odkręcaniem delikatnie zakręconych butelek. Wie jak wsadzić paluchy, by otworzyć drzwi w swoich malutkich autkach :) Lubi lalki, ze szczególną słabością do Anabeli i Mai. czule je przytulam, prowadza w wózku, karmi. A odkładającdo snu przykrywa starannie kołderką :) Tak samo zreszta jak misie, gdy idzie z nimi spać - koniecznie muszą leżec na poduszce i być przykryte kołdrą :)
Kocha jedzenie. Je samodzielnie (i zazwyczaj nie tak jak knedle sprzed kilku dni
:)), pije z kubeczka bez uszu czy butelek 1,5-litrowych nie zalewając siebie i wszystkiego
dookoła.gdy ide do kuchni zazwyczaj regularnie sprawdza co robię, a widząc mikser chce go trzymać. Zawsze, ale to zawsze toczy wojnę z siostra o wylizywanie misek po ciastach i kremach :)
Po obiedzie potrzebuje, bym usiadła na jego łóżeczku, żeby się wyciszyć. Wieczorem usypia samodzielnie porzedzając uśnięcie kilkoma spacerami do łazienkami (mammma sisi). Ostatnie dwie noce przespał z sucha pieluszką a rano wyrobił się na kibelek (wiem, wiem ma 2 lata i traktuję to raczej jako przypadek, ale i tak jestem wzruszona i dumna :))
Potrzebuje porządku - na spacer zawsze sam zakłada kaszkiet i okulary przeciwsłoneczne, których nie zdejmuje w czasie spaceru. Wyjmuje odkurzacz i oblatuje podłogę, pomaga przy ścieleniu naszego łózka układając poduszki dokładnie w to samo miejsce, w którym leżały poprzedniego dnia. Piżamkę rano odnosi do swojego pokoiku i próbuje włozyć w tygryska (to maskotka z torbą na piżamkę). Buty po spacerze odkłada na miejsce.
Co jeszcze? Jest przytulakiem. Przytula sie tak mięciutko, kładzie glowę na ramieniu rodzica, obejmuje łapkami i staje się mięciutki. Jest przy tym tak cudownie ciepły i pachnący.... Porcja przytulania jest niezbędna codziennie po drzemce - wtedy potrzebuje tych kilkunastu minut tylko dla siebie.
Non stop zachwyca obcych swoim zawadiackim wyglądem. Wielokrotnie słyszelismy, ze powinnismy go zgłosić do agencji modelingowej.
I wiem, że to już kiedyś pisałam, ale powtórzę się jeszcze pewnie nie raz i nie dwa - jest doskonalszy niz nasze najśmielsze nawet próby wyobrażenia go sobie, gdy był jeszcze w brzuchu :)

poniedziałek, 12 września 2011

...

Paweł widząc wielką czerwona i błyszczącą od cekinów truskawkę na Eli bluzce oblizuje się łobuzersko, by za chwilę próbować ją zeżreć. Najchętniej z Eli brzuchem. Młoda ucieka, truskawę zasłania rękami, ale się śmieje. Po chwili oboje chichoczą turlając się po dywanie.
Kilka dni później widzę kątem oka jak ślina ścieka synowi z ust na widok siostrzanych spinek - lodów, a głośne MNIAAMMMMM jest tylko potwierdzeniem pawłowych zamiarów :)
No i naprawdę 2 lata temu zamartwiając się o kiepski Eli apetyt i marząc o dniu, w którym choć jedno moje dziecko będzie chciało wszystko zjeść, nie sądziłam, że takli dzień nadejdzie :D

czwartek, 1 września 2011

...

Syn - chyba wyczuwając zmiany nosem - wstał o 3,20. Chwilę póxniej, obudzna jego radosnym gadaniem, wstała Ela. oznajmiając, ze dzisiaj idzie do przedszkola pobiegła po Orzeszka - ukochaną maskotke owieczka, którą dostała od brata, gdy ten się urodził  :) Na szczęście młoda udało się spacyfikować i połozyć do spania na kolejne 3 godziny. W przeciwieństwie do Pawła, który kręcił się po łózku, przytulał, dawał buziaki, gadał.... no jednym słowem robił wszystko tylko nie to, o czym marzyłam :) A gdy po siódmej usłyszał głos Eli, nie było mocnych na utrzymanie go w łóżku. A póxniej w domu. najpierw zrobił histerie przy drzwiach, a potem kolejne 5 minut wołał z płaczem Elę z balkonu.
Z relacji Kociaka - młoda weszła do przedszkola szczęśliwa, tym bardziej, ze jej przyjaciółka (z którą zresztą nie widziała się aż całą noc) juz była :)
A matka? Matka znowu sobie miejsca nie może znaleźć, choć jest dzielniejsza niż rok temu bo teraz nie ryczy. Jeszcze ;) Są tez plusy - mieszkanie posprzątane, pościel się wietrzy, krew z pościeli syna sprana, a cała pościel młodych kończy się własnie prać, wyścig autek się odbył, rysunki pokolorowane i za chwilę ruszymy na spacer i po zakupy :)

poniedziałek, 22 sierpnia 2011

...

Cudowny, gorący, słoneczny dzień! Lato, choć na drzewach czerwieni się jarzębina, którą w końcu z młoda musimy zerwac, bo w planach mamy kompletna biżuterię dla chyba wszystkich płci żeńskiej, których Ela zna :))) No przynajmniej takie plany ma Ela :)
Paweł za to zerka coraz potrządliwszym okiem na Eli rowerek biegowy. Próbuje go prowadzić, jak młoda jedzie to chociaż rękąza siodełko albo koło złapać :))) A Ela nieustępliwie tłumaczy, że ten pomarańczowy jest JEJ, bo pomarańczowy to kolor dla dziewcynek. Skąd ona taka teorię wytrzasnęła to nie mam pojęcia :) Dzisiaj znowu Paweł podczas spaceru próbował choć za siodełko złapać, Ela sie zatrzymała (a ja już juz widziałam niemal jak podnosi rękę by go zdzielić po tej zachłannej małej łapce co to jej własności tyka :D) wzięła Pawła rączkę i tylko cichutko mu wyłumaczyła, ze to jej lowelek i żeby nie łapał za siodełko, bo się przewrócą. A potem, wciąz go trzymając za rękę wolniutko jechała w tempie spaceru Pawła, przytrzymując jego dłoń i od czasu do zasu pozwalając mu położyć ją na manetce :))) Zaskoczyła mnie tym totalnie. I rozbroiła :)
No i wyjdzie w końcu na to, że będziemy musieli w drugi rower zainwestować, bo Ela zakllina się, ze "tym niebieskim lowelkiem to ja nie bende jeździła nigdy. NIIIII-GDY" powtarza z naciskiem "bo na tamtym lowelku to mama mówiła, żebym jechała szipciej a ja nie miałam siły, a na tym lowelku to mama tylko woła wooolniej Elusia, wooolniej, bo ja na nim tak szipko jeżdze... " No i fakt, zapierdziela na nim z szybkością błyskawicy :)

niedziela, 13 lutego 2011

….

Padnięta jestem. Co prawda Kociak jak w każdy weekend od rana przejął maluszki dając mi czas na wyspanie się i słodkie lenistwo a potem sniadanie w łóżku (oczywiście serwowane przez 108centymetrową kelnerkę :D ) w towarzystwie dwóch pasozytów, które zas=wsze zżeraja mi co najmniej 1/3 sniadania :)
Tyle, że potem najpierw Ela odmówiła wspólpracy przy obiedzie i memłała ziemniaki 30 minut. Mięso, albo raczej jeden marny gryz mięsa – godzinę. Słownie: GODZINĘ. Jak wreszcie poszła do łóżka, to co 5 minut jak nie siku, to qpa. Razy nie wiem ile, ale z 5 co najmniej. Plus czytanie bajeczek swojemu synkowi (krowie znaczy się, jakby ktoś mego wnuka nie znał jeszcze). W efekcie Paweł widząc kręcącą się młodą sam zaczął nadawanie, skakanie, smianie się i nie wiem co on tam jeszcze robił. gdy w końcu po 2 godzinach takiego „drzemania” poszłam po młodzież, Ela smacznie spała, Paweł w najlepszer piszczał z radości :) Do 17 wytrwał w najlepszym humorze, potem najwyraźniej był już zmęczony, więc zaczał jęczęć / płakać / domagać się noszenia na rękach.
Ela z drzemki wstała w humorze dupnym. poukładfała koraliki, pobudowała z klocków, zrobiłyśmy kisiel i stwierdziła, ze chce kolację. JEDNĄ bułeczkę jadła 70 minut. SIEDEMDZIESIĄT!!! Wrrrrrrrr. No cholera mnie już strzelała, a ta swoje, że jak skończy bułeczkę to sie poprzytulamy i bajkę obejrzymy. bajki oczywiście nie było, bo jak się bawi jedzeniem, to bajek nie ma. Więc awantura pod prysznicem. Kolejna o mycie włosów, które zawsze bardzo lubiła. A teraz mam serdecznie dosyć. Normalnie cisza to błogosławieństwo :)
***
A tak w ogóle, to uwielbiam tą małą, nawet wtedy gdy się wścieka i ze złości płacze

środa, 2 lutego 2011

Wracam wczoraj z Elą z przedszkola. po drodze Rossmann i kaszka dla Pawła. Zaglądam jeszcze na pólki z kremami. Młoda kuca tuz obok mnie i jej wzrok zatrzymuje się na pudełkach z maseczkami jednorazówkami. Kolorowe opakowania z twarzami pokrytymi maziami w kolorach wszelakich.
- Mamusiu, a co to jest?
- Maseczki dla pań, by były piękne i młode
Młoda przygląda mi się uważnie, pewnie sięga pamięcią, czy kiedykolwiek mnie w czymś takim widziała. Po chiwli na cały głos stwierdza
- No to ty nie jesteś pienkna mamusiu!
Cóż, prawda bywa okrutna :) )) Ale maseczkę zakupiłam, coby córce wstydu twarzą swą nie robić :P