piątek, 18 listopada 2011

...

Uwielbiam dzieciaki. Kocham patrzeć na nie, jak się bawią, jak broja, jak żartują. Rozkłada nmnie na łopatki ich widok, gdy śpią, ich spokojne oddechy i najdziwaczniejsze przyjmowane pozycje :) Próbuję wykrzesać z siebie morze cierpliwości, gdy mają złe humory (choć z cierpliwością to nie zawsze mi wychodzi). Ale po 1,5 tygodniu z dwójką w domu, chorą dwójką i - jak na ich dotychczasowe choroby - wyjatkowo marudna i upierdliwą dwójką, a przy tym spragnioną czulości i przytulania, mam dość. Zdecydowanie potrzebuję chwili dla siebie, albo kilku chwil :) Być może dlatego przewisiałam dzisiaj godzinę na telefonie z dziewczynami. I na pewno to własnie perspektywa poniedziałkowego wieczoru z nimi  dala mi kopa energetycznego na dzisiejszy dzień :) Z ogromną przyjemnością lepiliśmy z młodymi mkołaje, rogaliki i ciasteczka z masy solnej. I nawet niemal całe przedpołudnie nam to zajęło :) Tym bardziej się cieszę, bo za oknem szaro i buro i zimno, a nasza kuchnia jasna i ciepła. I pełna gadających i rozesmianych dzieci :)
Byle do poniedziałku :))))