Spadł pierwszy śnieg!!!! Duże miękkie płatki niemal pzresłoniły
niebo, gdy wracałam rano z pzedszkola :) Co prawda rozpuszczały się
niamal natychmiast, ale co tam :) Pięknie bylo! Po suchuteńkim i dosyć
ciepłym październiku i listopadzie, przedwczorajszy deszcz powitałysmy z
Elą radośnie skacząc po kałużach na Chmielnej i Nowym Świecie. Buty nam
przemokły, no ale. A dzisiaj śnieg! Najprawdziwszy :)
Czas pędzi
jak szalony. Tegoroczny brak przedszkolnej korektywy zmusił mnie do
poszukania innych rozwiązań, by wzmocnić młodą i jej kręgosłup. 3 razy w
tygodniu zabieram córkę z przeszkola tuz po obiedzie (który panie
podają jej pól godziny wczesniej niż reszcie dzieci) i pędzimy na
pociąg, by dotrzeć do pani Eweliny na rehabilitację. Fajnie, że Ela
polubiła i te wyjazdy (z drugiej strony chyba nie trudno się temu
dziwić, skoro ma mnie na wyłącznośc na niemal całe popołudnie) i
rehabilitantkę i same zajęcia.
Paweł się rozgaduje, coraz więcej
słów próbuje powtórzyć, czasami nawet z niezłym rezultatem :) Tworzy
pierwsze dwuslowowe zdania :) Wciąz ślepo zapatrzony w siostrę, gdy
tylko się budzi to ją jako pierwszą nawołuje i to o nią pyta się, gdy
tylko do mnie przyjdzie. A w ciagu dnia bardzo czesto wchodzi do jej
łóżeczka i wtula się w Eluskową pościel. I trudno go w ciagu dnia
wsadzić na posiłek w jego własne krzesełko, gdy siostrzane stoi samotne
:)
Elunia całusnica, Elunia - przytulak. Wciąz nadstawia buziaka do
calowania, albo sama pędzi się przytulić i obcałowywać. Albo nadstawia
brzuszek, rączkę, głowkę do głaskania. A gdy na chwilę przerwę,
natychmiast cichutko oznajmia: "
Mamusiu, mozes jesce mnie pocałować". No pewnie, że mogę, córko :)