w tym miesiącu nici. Wczoraj przeszła burza. Taka z piorunami. Dzisiaj
cisza po burzy. Pewnie nie na długo, jak u nas zwykle bywa, ale trafiła
chyba na najmniej właściwy moment. Tak mi sie przynajmniej wydaje. We
środę u lekarza dowiem się, czy mam rację. Choć nie spodziewam się, żeby
jeszcze była szansa. Chyba, że mój organizm sprawi nam niespodziankę.
No cóż, zobaczymy.
A w sobotę zaczęłam kontrolę temperaturki. Co prawda nie jestem zbytnio
przekonana do tej metody, ale może w czymś pomoże. Zwłaszcza jak już się
nauczę jak ją odnieść do siebie. Zwłaszcza, po uwzględnieniu, że moja
standardowa temperaturka rzadko przekracza 36 kresek.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz