Pół niedzieli spędziłam wczoraj na poszukiwaniu wymarzonego
płaszczyka, niestety bez szczególnego powodzenia. Mimo przemierzenia
kilometrów przez dwa wielkie centra handlowe oraz trzecie, typu 700
producentów i importerów w jednym – takiego jaki chciałam nie znalazłam.
Fakt nie dla mnie. To raczej spóźniono – przedwczesny prezent
urodzinowo, mikołajkowo, gwiazdkowo, imieninowy dla mojej mamy. Jednak
fakt jest faktem. Takiego płaszcza, jaki sobie wymyśliłam, w takim
kolorze, fasonie, długości itd. nie znalazłam. Za to mąż krążący wokół
mnie ze znudzoną i lekko już zirytowaną miną, w pewnym momencie
gwałtownie wpadł do butiku i ponaglając mnie, wyciągnął z niego w celu
okazania czegoś, wielkości moich złożonych dłoni. I z tryumfem
oświadczył:
- Nasz potomek też będzie taki nosił!
Tak, mężu, nasz potomek też będzie taki nosił. Tylko niech się już pojawi na tym świecie….
A potem już, uśmiechając się całą sobą wróciłam do domu pachnącego z rana upieczonym domowym piernikiem. Ehhh….
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz