poniedziałek, 28 listopada 2005

Weekend

Pół niedzieli spędziłam wczoraj na poszukiwaniu wymarzonego płaszczyka, niestety bez szczególnego powodzenia. Mimo przemierzenia kilometrów przez dwa wielkie centra handlowe oraz trzecie, typu 700 producentów i importerów w jednym – takiego jaki chciałam nie znalazłam. Fakt nie dla mnie. To raczej spóźniono – przedwczesny prezent urodzinowo, mikołajkowo, gwiazdkowo, imieninowy dla mojej mamy. Jednak fakt jest faktem. Takiego płaszcza, jaki sobie wymyśliłam, w takim kolorze, fasonie, długości itd. nie znalazłam. Za to mąż krążący wokół mnie ze znudzoną i lekko już zirytowaną miną, w pewnym momencie gwałtownie wpadł do butiku i ponaglając mnie, wyciągnął z niego w celu okazania czegoś, wielkości moich złożonych dłoni. I z tryumfem oświadczył:
- Nasz potomek też będzie taki nosił!
Tak, mężu, nasz potomek też będzie taki nosił. Tylko niech się już pojawi na tym świecie….
A potem już, uśmiechając się całą sobą wróciłam do domu pachnącego z rana upieczonym domowym piernikiem. Ehhh….

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz