wtorek, 21 lutego 2006

To już chyba wojna?

Niestety, nawet mój zazwyczaj bardzo cierpliwy i wyrozumiały małżonek, który kocha święty spokój i jest największym wrogiem wszelakich nieporozumień i kłótni i zawsze pierwszy wyciaga rękę na zgodę i zawsze próbuje wszystkich wytłumaczyć, tym razem spasował. No, po prostu poddał się. I w sumie mu się nie dziwię. Bo jak wytłumaczyć faworyzowanie przez rodziców dziecka, które do własnego ojca mówi spier…, które, gdy tenże ojciec był prawie 10 tygodni w szpitalu odwiedziło go zaledwie raz, i które twierdzi oficjalnie, że nienawidzi tego sku…
I nie, nie wynika to z mojej czy Kotka zazdrości, po prostu wydaje mi się, że jak się człowiek decyduje na więcej niż jedno dziecko to – niezależnie, czy te dzieci spełniają nasze oczekiwania, czy nie – powinno się je traktować porównywalnie, obdarzać takim samym uczuciem i takim samym szacunkiem. Po prostu.
Gdy spytałam wczoraj, czy udało się załagodzić sytuację, mój mąż był stanie powiedzieć tylko jedno: nasze dziecko będzie miało tylko dwoje dziadków…
Smutno :(

1 komentarz:


  1. Napisane przez crazy-house około 7 rok (lata) temu. Odpowiedz

    :(

    OdpowiedzUsuń