Niestety, nawet mój zazwyczaj bardzo cierpliwy i wyrozumiały małżonek,
który kocha święty spokój i jest największym wrogiem wszelakich
nieporozumień i kłótni i zawsze pierwszy wyciaga rękę na zgodę i zawsze
próbuje wszystkich wytłumaczyć, tym razem spasował. No, po prostu poddał
się. I w sumie mu się nie dziwię. Bo jak wytłumaczyć faworyzowanie
przez rodziców dziecka, które do własnego ojca mówi spier…, które, gdy
tenże ojciec był prawie 10 tygodni w szpitalu odwiedziło go zaledwie
raz, i które twierdzi oficjalnie, że nienawidzi tego sku…
I nie, nie wynika to z mojej czy Kotka zazdrości, po prostu wydaje mi
się, że jak się człowiek decyduje na więcej niż jedno dziecko to –
niezależnie, czy te dzieci spełniają nasze oczekiwania, czy nie –
powinno się je traktować porównywalnie, obdarzać takim samym uczuciem i
takim samym szacunkiem. Po prostu.
Gdy spytałam wczoraj, czy udało się załagodzić sytuację, mój mąż był
stanie powiedzieć tylko jedno: nasze dziecko będzie miało tylko dwoje
dziadków…
Smutno
OdpowiedzUsuńNapisane przez crazy-house około 7 rok (lata) temu. Odpowiedz
:(