środa, 1 lutego 2006

środa

No to rozmawiałam z doktorkiem. Póki co mam się wstrzymać z kolejną dawką clostilbegytu – w każdym bądź razie przynajmniej do piątku.
Bo (w ewentualnym 3 dniu kolejnego cyklu): temperaturka wciąż 37°, w nocy było ledwie plamienie, a teraz z podbrzusza nie docierają żadne sygnały. No, zupełnie cisza.
I dla własnego świętego spokoju zrobiłam wczoraj kolejny test – negatywny. I teraz to ja już naprawdę nie wiem, co się ze mną dzieje. Boję się, że znowu coś się spieprzyło, ewentualnie ujawniło się coś, co do tej pory tylko czekało, żeby mi zakomunikować: „Hej, nie myśl sobie, że wszystko tak łatwo ci pójdzie! Ja tu jestem i na to nie pozwolę!” W końcu jak się coś zaczyna pieprzyć, to na jednej rzeczy się nigdy nie kończy, a w każdym bądź razie nieszczęścia chodzą parami. A u nas póki co odkrytych nieprawidłowości są trzy: moje pco i prolaktyna + problemy Kociaka.
Więc czekam na piątek, zobaczymy co będzie. Jedno jest pewne, ciążowo to ja się nie czuję. W każdym bądź razie nie dzisiaj.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz