poniedziałek, 16 lipca 2012
środa, 11 lipca 2012
…
Zerwałam wczoraj starsze dziecię z samego rana, ubrałam, zapchałam bułką
i wsadziłam w pociąg na pól godziny. A potem na kolejna niemal godzinę w
autobus. Po to, by się dowiedzieć, że wizyty mi sie pomyliły i miałam
się stawić u surdologopedy w środę. Wynagradzając dziecięciu wycieczkę w
ponad 30st bez grama wiatru, zapchałam dziecię lodem, wsadziłam na
niemal godzinę w autobus, potem na pól godziny w pociąg i po spacerku 30
minutowym byłysmy z powrotem w domu.
Dzisiaj operację powtórzyłam. Z tym, że wizyta się odbyła, a przy okazji dostałam do ręki wyniki tomografii (które mi kompletnie nic nie mówią – nawet, gdy się wspomagam wujkiem google)
Ze zmęczenia padłam z synem na drzemke i spałam 3 godziny.
Jutro znowu wycieczka do Międzylesia. Tym razem z dziecięciem młodszym. Nie wiem, czy bardziej się boję, czy bardziej chcę już wiedzieć, kie licho zepsuło mi syna. Stawiałabym jednak (chyba?) na chęć poznania.
Dzisiaj operację powtórzyłam. Z tym, że wizyta się odbyła, a przy okazji dostałam do ręki wyniki tomografii (które mi kompletnie nic nie mówią – nawet, gdy się wspomagam wujkiem google)
Ze zmęczenia padłam z synem na drzemke i spałam 3 godziny.
Jutro znowu wycieczka do Międzylesia. Tym razem z dziecięciem młodszym. Nie wiem, czy bardziej się boję, czy bardziej chcę już wiedzieć, kie licho zepsuło mi syna. Stawiałabym jednak (chyba?) na chęć poznania.
poniedziałek, 9 lipca 2012
….
Najcięższy tydzień w moim życiu. A w kazdym bądź razie jeden z
najcięższych. Praca, wizyta Eli u laryngologa (i przesunięcie decyzji o
usunięciu migdałka na wrzesień, kiedy to znowu na oddział i znowu
endoskopia), wizyta Eli u audiologa i badania, które potwierdziły
osłabienie słuchu młodej, skierowanie do Polskiego Związku Głuchych bądź
innej fundacji, która zapewniłaby Eli surdologopedę, a w piątek
wyczekiwana przez ostanie niemal 2 miesiące andio-tomografia Pawełka w
znieczuleniu ogólnym. Zmęczona jestem. Bardzo.
W sobotę odreagowywalismy na basenie – Jezuuuuu, cudnie było!!!! Ciepła woda, słońce, trochę trawy w cieniu krzaków i czwórka roześmianych dzieciaków nie chcących wyjść z wody nawet wtedy, gdy usta już zsiniały a wargi drżały


A jutro pierwsza wizyta z Elą u nowego logopedy i – mam nadzieję – wyniki tomografi Pawła. Strach miesza mi się z nadzieją na wyjasnienie przyczyn Pawełkowych krwawień z nosa.
W sobotę odreagowywalismy na basenie – Jezuuuuu, cudnie było!!!! Ciepła woda, słońce, trochę trawy w cieniu krzaków i czwórka roześmianych dzieciaków nie chcących wyjść z wody nawet wtedy, gdy usta już zsiniały a wargi drżały
A jutro pierwsza wizyta z Elą u nowego logopedy i – mam nadzieję – wyniki tomografi Pawła. Strach miesza mi się z nadzieją na wyjasnienie przyczyn Pawełkowych krwawień z nosa.
poniedziałek, 25 czerwca 2012
...
Nie do końca wiem, czym teraz żyję. Po odebraniu Pawła morfologii,
która zanotowała minimalny, ale jednak wzrost, oddycham trochę lżej
głębiej. Niewiele jest rzeczy, na których mogę się skupić - poza Pawła
tomografią (za niespełna 2 tygodnie), kontrolą Eli migdała i decyzją,
czy go tniemy (za tydzień), sprzedażą mieszkania po teściach (na dniach
mam nadzieję :-))
Ostatni tydzień był maratonem. Zaproszenia na Eli i Weroniki (przedszkolnej przyjaciółki) urodziny zrobiła Aga P., równiez ona - zorganizowała maluchom pięć milionów atrakcji już w trakcie samej imprezy (i doprawdy mega szacunek dla dziewczyn za ogarnięcie ponad dwudziestki dzieciaków w wieku 1,5-7 lat tak, by przez 4 godziny nie było ani jednej awantury, ani jednych łez i ani jednej przepychanki :-) a maluchy nie nudziły się i miały mnóstwo frajdy).
Za to stroną żywieniową zajęłyśmy się same z mamą Weronki. Stresa miałam ogromnego, bo zadowolenie gustów 40 czy 50 osób jest wyzwaniem. No ale chyba się udało :-) I nawet tort zrobiony przeze mnie i Kociaka dla Eli był wyjściowy :-)))))
A teraz czekam z niecierpliwością na foty Asi :-)
I gdy się w nocy obudziłam i nie mogłam spać, to dziękowałam Bogu, losowi za ludzi, którzy mnie otaczają, za ich pasje, serdeczność, zaraźliwą energię. Za to, że się spotkalismy. I za to, że moja córka już teraz tworzy takie relacje i że jej "ulubione koleżanki" to naprawę fajne dziewczynki. Na dodatek mające sympatycznych rodziców, co nie jest bez znaczenia, gdy młoda zaprasza dziewczynki do nas ;-)
Ostatni tydzień był maratonem. Zaproszenia na Eli i Weroniki (przedszkolnej przyjaciółki) urodziny zrobiła Aga P., równiez ona - zorganizowała maluchom pięć milionów atrakcji już w trakcie samej imprezy (i doprawdy mega szacunek dla dziewczyn za ogarnięcie ponad dwudziestki dzieciaków w wieku 1,5-7 lat tak, by przez 4 godziny nie było ani jednej awantury, ani jednych łez i ani jednej przepychanki :-) a maluchy nie nudziły się i miały mnóstwo frajdy).
Za to stroną żywieniową zajęłyśmy się same z mamą Weronki. Stresa miałam ogromnego, bo zadowolenie gustów 40 czy 50 osób jest wyzwaniem. No ale chyba się udało :-) I nawet tort zrobiony przeze mnie i Kociaka dla Eli był wyjściowy :-)))))
A teraz czekam z niecierpliwością na foty Asi :-)
I gdy się w nocy obudziłam i nie mogłam spać, to dziękowałam Bogu, losowi za ludzi, którzy mnie otaczają, za ich pasje, serdeczność, zaraźliwą energię. Za to, że się spotkalismy. I za to, że moja córka już teraz tworzy takie relacje i że jej "ulubione koleżanki" to naprawę fajne dziewczynki. Na dodatek mające sympatycznych rodziców, co nie jest bez znaczenia, gdy młoda zaprasza dziewczynki do nas ;-)
piątek, 1 czerwca 2012
….
Miałam w zamiarze napisać krótki pean o najwspanialszych dzieciach pod słońcem. Moich, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości
O tym, że kocham ich usmiechy, radosna paplaninę Eli, zapewnienia
Pawła, ze „ja jestem DUZIIIII, mamooo” mieszane najczęściej z
oburzeniem, gdy krokolwiek ośmieli się zasugerować cokolwiek innego
O tym, że z każdym dniem, z każda nowa umiejętnością, z każdym krokiem
zwiększającym ich samodzielność, obserwowanie ich sprawia coraz większą
przyjemność. To, jak się ZE sobą bawią, jak Paweł chce spacerować za
rękę, ale TYLKO z jego „Ejom”, to jak Ela lekko zgięta w biodrach z
wyprostowanymi plecami i jedną dłonią miękko opartą o biodro a drugą
wymachującą tuż przed twarzą brata, tłumaczy Pawłowi dlaczego jest
starsza, większa, dlaczego dzieją się różne rzeczy…. To że jedząc
wymieniają się ulubionymi rzeczami z talerzy głośno przy tym chichrając.
Albo drą japy, gdy jedno drugiemu podkradnie ukochanego ogórka,
pomidora, brokuła czy mięcho.
I jak się wtulają wieczorem pod moje pachy a ich miekkie włosy łaskocza usta, gdy całuję główki.
To miałam opisać, że mam najfajniejsze dzieci na świecie. Ale najpierw Paweł zrobił pobudkę o 3,30 zlany po same pachy, drąc sie przy tym, nie wiem, czy o to, że się zsika, to dlatego, że krew lała się strumieniem z nosa. A lała się tym intensywniej, im głośniej się darł i nie dawał uspokoić. Jak już w końcu udało się go obmyć, przebrać, zatamować krwawienie i odłożyć do łóżka, to świtało. A jak świta, to te cholery, ptaszydła, zaczynają drzeć japy. Nie żebym nie kochała śpiewu ptaków, nie nie. Ja go uwielbiam. Ale zdecydowanie nie wtedy, gdy zaczyna świtać, dziecko nie śpi, a ja liczę skrzętnie w głowie, czy jest jeszcze szansa, bym na choć godzinę przydrzemała. No ale wracając do Pawła, odłozony do łóżka usnął. Po 2 godzinach. A ja razem z nim. A chwilę potem wstała Ela do przedszkola i zrobiła afere, ze ona chciała sukienkeeeeeeeeeeee, nie spodnieeeeeeee. I bluzke z krótkim rękaweeeeeeeeemmmmmm…… Starannie wystudiowana cierpliwość w głosie ojca dzieciom słyszałam jak drzy, napina się i jeszcze chwila prysnie, jak bańka mydlana. Dwa jaski na własnej głowie, do tego kołdra i próbuję nie myśleć, że jest jasno i prawdopodobnie nie uda mi się już przysnąć. Bilans snu matki dwójki nie-niemowlaków – 4-4,5 godziny. O co najmniej 4 za mało, by radosnie powitać buiry i deszczowy dzień
O 10 wstał Pan Syn, by pare minut potem zacząć
- ja ciaułem autoooooo!!!
- ciaułem blać tejefooooooonnn!!! (chciałem odebrać teledon)
- piciuuuu ciaułeeemmmm… nie siocku, sioćku nie luuuubiiiiimmmmm
- mamy nie kocham! Taty ciaułeeeeemm! Taaaaaaaa-taaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ciaułem tatyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
I doprawdy, gdybyz istniała szansa, że jak go wystawię za drzwi, to przez 5 minut nie będę słyszała „ja ciaułem – ja nie ciaułem”, to zrobiłabym to. Tylko drzwi, cholera, mam za mało wyczszone
Wszystkiego najlepszego, moje jęczydełka
Szczerych przyjaciół i zyczliwych ludzi wokół siebie Wam zyczę :*
I jak się wtulają wieczorem pod moje pachy a ich miekkie włosy łaskocza usta, gdy całuję główki.
To miałam opisać, że mam najfajniejsze dzieci na świecie. Ale najpierw Paweł zrobił pobudkę o 3,30 zlany po same pachy, drąc sie przy tym, nie wiem, czy o to, że się zsika, to dlatego, że krew lała się strumieniem z nosa. A lała się tym intensywniej, im głośniej się darł i nie dawał uspokoić. Jak już w końcu udało się go obmyć, przebrać, zatamować krwawienie i odłożyć do łóżka, to świtało. A jak świta, to te cholery, ptaszydła, zaczynają drzeć japy. Nie żebym nie kochała śpiewu ptaków, nie nie. Ja go uwielbiam. Ale zdecydowanie nie wtedy, gdy zaczyna świtać, dziecko nie śpi, a ja liczę skrzętnie w głowie, czy jest jeszcze szansa, bym na choć godzinę przydrzemała. No ale wracając do Pawła, odłozony do łóżka usnął. Po 2 godzinach. A ja razem z nim. A chwilę potem wstała Ela do przedszkola i zrobiła afere, ze ona chciała sukienkeeeeeeeeeeee, nie spodnieeeeeeee. I bluzke z krótkim rękaweeeeeeeeemmmmmm…… Starannie wystudiowana cierpliwość w głosie ojca dzieciom słyszałam jak drzy, napina się i jeszcze chwila prysnie, jak bańka mydlana. Dwa jaski na własnej głowie, do tego kołdra i próbuję nie myśleć, że jest jasno i prawdopodobnie nie uda mi się już przysnąć. Bilans snu matki dwójki nie-niemowlaków – 4-4,5 godziny. O co najmniej 4 za mało, by radosnie powitać buiry i deszczowy dzień
O 10 wstał Pan Syn, by pare minut potem zacząć
- ja ciaułem autoooooo!!!
- ciaułem blać tejefooooooonnn!!! (chciałem odebrać teledon)
- piciuuuu ciaułeeemmmm… nie siocku, sioćku nie luuuubiiiiimmmmm
- mamy nie kocham! Taty ciaułeeeeemm! Taaaaaaaa-taaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ciaułem tatyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
I doprawdy, gdybyz istniała szansa, że jak go wystawię za drzwi, to przez 5 minut nie będę słyszała „ja ciaułem – ja nie ciaułem”, to zrobiłabym to. Tylko drzwi, cholera, mam za mało wyczszone
Wszystkiego najlepszego, moje jęczydełka
wtorek, 29 maja 2012
Ela szczerbolek :-)
No i sie stało
W nocy, przez nikogo nie zauwazona, cichaczem wylazła dolna lewa
jedynka. Po uciekinierce ślad zaginął. Podejrzenie padło na wróżlę –
zębuszkę. Na miejscu zbrodni znaleziono dowody jej obecności w postaci 5
zł pod posuszką (nasza znajoma i jednocześnie dentyska maluchów
szepnęła, ze taka stawka obowiązuje na mieście
)
Dziecię nie bardzo znające wartośc 5 złotych zapytane co może kupić usłyszało, ze za 3 takie pieniążki chomika zhu-zhu, za 10 barbie, a z atego co ma 2 jajka z niepodzianką, czekoladę lub 2 do 3 batoników. Bez chwili namysłu dziecko wybrało 3 batoniki, które sprawiedliwie (i bez niczyich podpowiedzi) podzieliło pomiędzy siebie, brata i rodziców. Bardzo mnie tym zaskoczyła

Dziecię nie bardzo znające wartośc 5 złotych zapytane co może kupić usłyszało, ze za 3 takie pieniążki chomika zhu-zhu, za 10 barbie, a z atego co ma 2 jajka z niepodzianką, czekoladę lub 2 do 3 batoników. Bez chwili namysłu dziecko wybrało 3 batoniki, które sprawiedliwie (i bez niczyich podpowiedzi) podzieliło pomiędzy siebie, brata i rodziców. Bardzo mnie tym zaskoczyła
wtorek, 15 maja 2012
…
Ela od 2 tygodni mówi, że ja ząb boli. Prawa dolna jedynka. Wczoraj rano wyjaśniło się dlaczego – ząbek się rusza
Całkiem konkretnie
Że mówiła, że ją boli (no składnia cudna), to podeszłysmy do
denstystki – ruszają się wszystkie jedynki, więc lada chwila będziemy
mieć szczerbolka
(mam wrażenie, że czas pędzi jak szalony, że gdzies płata mi psikusa i każdej nocy zmienia moją małą dziewczynkę w dorastającą w zastraszającym tempie kobietkę)
Wracamy z przedszkola na rowerach. A raczej jedzie Ela, za nią delikatnie z tyłu popyla Paweł na swojej biegówce, potem długo długo nic i w końcu mój język na brodzie i ja.
- Mamoooo, mamooo patrz ja jade na stojoncoooooooo!!!!
I faktycznie pupa w górze, nogi pedałują, a na twarzy skupienie okraszone dumą
Moja mała duża dziewczynka….
***
Ela na dzień dziecka zażyczyła sobie rolki. Obiecałam, że jeżeli opanuje bezproblemowo hulajnogę dla każdej z nóg oraz rower bez bocznych kółek, to rolki będą. Nie mam pomysłu, co kupić Pawłowi?
(mam wrażenie, że czas pędzi jak szalony, że gdzies płata mi psikusa i każdej nocy zmienia moją małą dziewczynkę w dorastającą w zastraszającym tempie kobietkę)
Wracamy z przedszkola na rowerach. A raczej jedzie Ela, za nią delikatnie z tyłu popyla Paweł na swojej biegówce, potem długo długo nic i w końcu mój język na brodzie i ja.
- Mamoooo, mamooo patrz ja jade na stojoncoooooooo!!!!
I faktycznie pupa w górze, nogi pedałują, a na twarzy skupienie okraszone dumą
Moja mała duża dziewczynka….
***
Ela na dzień dziecka zażyczyła sobie rolki. Obiecałam, że jeżeli opanuje bezproblemowo hulajnogę dla każdej z nóg oraz rower bez bocznych kółek, to rolki będą. Nie mam pomysłu, co kupić Pawłowi?
Subskrybuj:
Posty (Atom)