Zerwałam wczoraj starsze dziecię z samego rana, ubrałam, zapchałam bułką
i wsadziłam w pociąg na pól godziny. A potem na kolejna niemal godzinę w
autobus. Po to, by się dowiedzieć, że wizyty mi sie pomyliły i miałam
się stawić u surdologopedy w środę. Wynagradzając dziecięciu wycieczkę w
ponad 30st bez grama wiatru, zapchałam dziecię lodem, wsadziłam na
niemal godzinę w autobus, potem na pól godziny w pociąg i po spacerku 30
minutowym byłysmy z powrotem w domu.
Dzisiaj operację powtórzyłam. Z tym, że wizyta się odbyła, a przy okazji
dostałam do ręki wyniki tomografii (które mi kompletnie nic nie mówią –
nawet, gdy się wspomagam wujkiem google)
Ze zmęczenia padłam z synem na drzemke i spałam 3 godziny.
Jutro znowu wycieczka do Międzylesia. Tym razem z dziecięciem młodszym.
Nie wiem, czy bardziej się boję, czy bardziej chcę już wiedzieć, kie
licho zepsuło mi syna. Stawiałabym jednak (chyba?) na chęć poznania.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz