środa, 11 lipca 2012

Zerwałam wczoraj starsze dziecię z samego rana, ubrałam, zapchałam bułką i wsadziłam w pociąg na pól godziny. A potem na kolejna niemal godzinę w autobus. Po to, by się dowiedzieć, że wizyty mi sie pomyliły i miałam się stawić u surdologopedy w środę. Wynagradzając dziecięciu wycieczkę w ponad 30st bez grama wiatru, zapchałam dziecię lodem, wsadziłam na niemal godzinę w autobus, potem na pól godziny w pociąg i po spacerku 30 minutowym byłysmy z powrotem w domu.
Dzisiaj operację powtórzyłam. Z tym, że wizyta się odbyła, a przy okazji dostałam do ręki wyniki tomografii (które mi kompletnie nic nie mówią – nawet, gdy się wspomagam wujkiem google)
Ze zmęczenia padłam z synem na drzemke i spałam 3 godziny.
Jutro znowu wycieczka do Międzylesia. Tym razem z dziecięciem młodszym. Nie wiem, czy bardziej się boję, czy bardziej chcę już wiedzieć, kie licho zepsuło mi syna. Stawiałabym jednak (chyba?) na chęć poznania.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz