piątek, 1 czerwca 2012

….

Miałam w zamiarze napisać krótki pean o najwspanialszych dzieciach pod słońcem. Moich, gdyby ktoś miał jakiekolwiek wątpliwości :-) O tym, że kocham ich usmiechy, radosna paplaninę Eli, zapewnienia Pawła, ze „ja jestem DUZIIIII, mamooo” mieszane najczęściej z oburzeniem, gdy krokolwiek ośmieli się zasugerować cokolwiek innego :-) O tym, że z każdym dniem, z każda nowa umiejętnością, z każdym krokiem zwiększającym ich samodzielność, obserwowanie ich sprawia coraz większą przyjemność. To, jak się ZE sobą bawią, jak Paweł chce spacerować za rękę, ale TYLKO z jego „Ejom”, to jak Ela lekko zgięta w biodrach z wyprostowanymi plecami i jedną dłonią miękko opartą o biodro a drugą wymachującą tuż przed twarzą brata, tłumaczy Pawłowi dlaczego jest starsza, większa, dlaczego dzieją się różne rzeczy…. To że jedząc wymieniają się ulubionymi rzeczami z talerzy głośno przy tym chichrając. Albo drą japy, gdy jedno drugiemu podkradnie ukochanego ogórka, pomidora, brokuła czy mięcho.
I jak się wtulają wieczorem pod moje pachy a ich miekkie włosy łaskocza usta, gdy całuję główki.
To miałam opisać, że mam najfajniejsze dzieci na świecie. Ale najpierw Paweł zrobił pobudkę o 3,30 zlany po same pachy, drąc sie przy tym, nie wiem, czy o to, że się zsika, to dlatego, że krew lała się strumieniem z nosa. A lała się tym intensywniej, im głośniej się darł i nie dawał uspokoić. Jak już w końcu udało się go obmyć, przebrać, zatamować krwawienie i odłożyć do łóżka, to świtało. A jak świta, to te cholery, ptaszydła, zaczynają drzeć japy. Nie żebym nie kochała śpiewu ptaków, nie nie. Ja go uwielbiam. Ale zdecydowanie nie wtedy, gdy zaczyna świtać, dziecko nie śpi, a ja liczę skrzętnie w głowie, czy jest jeszcze szansa, bym na choć godzinę przydrzemała. No ale wracając do Pawła, odłozony do łóżka usnął. Po 2 godzinach. A ja razem z nim. A chwilę potem wstała Ela do przedszkola i zrobiła afere, ze ona chciała sukienkeeeeeeeeeeee, nie spodnieeeeeeee. I bluzke z krótkim rękaweeeeeeeeemmmmmm…… Starannie wystudiowana cierpliwość w głosie ojca dzieciom słyszałam jak drzy, napina się i jeszcze chwila prysnie, jak bańka mydlana. Dwa jaski na własnej głowie, do tego kołdra i próbuję nie myśleć, że jest jasno i prawdopodobnie nie uda mi się już przysnąć. Bilans snu matki dwójki nie-niemowlaków – 4-4,5 godziny. O co najmniej 4 za mało, by radosnie powitać buiry i deszczowy dzień
O 10 wstał Pan Syn, by pare minut potem zacząć
- ja ciaułem autoooooo!!!
- ciaułem blać tejefooooooonnn!!! (chciałem odebrać teledon)
- piciuuuu ciaułeeemmmm… nie siocku, sioćku nie luuuubiiiiimmmmm
- mamy nie kocham! Taty ciaułeeeeemm! Taaaaaaaa-taaaaaaaaaaaaaaaaaaaa! Ciaułem tatyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyyy
I doprawdy, gdybyz istniała szansa, że jak go wystawię za drzwi, to przez 5 minut nie będę słyszała „ja ciaułem – ja nie ciaułem”, to zrobiłabym to. Tylko drzwi, cholera, mam za mało wyczszone
Wszystkiego najlepszego, moje jęczydełka :-) Szczerych przyjaciół i zyczliwych ludzi wokół siebie Wam zyczę :*

2 komentarze:


  1. Napisane przez rosem około 4 miesięce/y temu. Odpowiedz

    jednego dnia ma się ochotę uciec, bo tak jęczą, a za chwilę można by je schrupać w całości bo są tak urocze …
    skąd my to znamy …
    KOCHANE DZIECIAKI

    OdpowiedzUsuń

  2. Napisane przez rumianek około 4 miesięce/y temu. Odpowiedz

    O jaa – skąd to znam , dokładnie tak samo :)
    To ciekawe że zachowania dzieci są takie podobne :)

    Cierpliwości Tobie i sobie życzę

    Pozdrawiam

    OdpowiedzUsuń