poniedziałek, 25 czerwca 2012

...

Nie do końca wiem, czym teraz żyję. Po odebraniu Pawła morfologii, która zanotowała minimalny, ale jednak wzrost, oddycham trochę lżej głębiej. Niewiele jest rzeczy, na których mogę się skupić - poza Pawła tomografią (za niespełna 2 tygodnie), kontrolą Eli migdała i decyzją, czy go tniemy (za tydzień), sprzedażą mieszkania po teściach (na dniach mam nadzieję :-))
Ostatni tydzień był maratonem. Zaproszenia na Eli i Weroniki (przedszkolnej przyjaciółki) urodziny zrobiła Aga P., równiez ona - zorganizowała maluchom pięć milionów atrakcji już w trakcie samej imprezy (i doprawdy mega szacunek dla dziewczyn za ogarnięcie ponad dwudziestki dzieciaków w wieku 1,5-7 lat tak, by przez 4 godziny nie było ani jednej awantury, ani jednych łez i ani jednej przepychanki :-) a maluchy nie nudziły się i miały mnóstwo frajdy).
Za to stroną żywieniową zajęłyśmy się same z mamą Weronki. Stresa miałam ogromnego, bo zadowolenie gustów 40 czy 50 osób jest wyzwaniem. No ale chyba się udało :-) I nawet tort zrobiony przeze mnie i Kociaka dla Eli był wyjściowy :-)))))
A teraz czekam z niecierpliwością na foty Asi :-)
I gdy się w nocy obudziłam i nie mogłam spać, to dziękowałam Bogu, losowi za ludzi, którzy mnie otaczają, za ich pasje, serdeczność, zaraźliwą energię. Za to, że się spotkalismy. I za to, że moja córka już teraz tworzy takie relacje i że jej "ulubione koleżanki" to naprawę fajne dziewczynki. Na dodatek mające sympatycznych rodziców, co nie jest bez znaczenia, gdy młoda zaprasza dziewczynki do nas ;-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz